UTA UTA One Banner PL 1170x150

MTU Promo Q3 22 1170x150 TM

Z Ameryki do Polski

Z Sebastianem Kalskim, prezesem firmy Top-Ten Express Poland z Białegostoku rozmawia Jacek Dobkowski.

Jacek Dobkowski: –Wyjechał pan do USA, założył tam transportowy biznes i po pewnym czasie wrócił, aby podobną firmę prowadzić w Polsce? Tak to wygląda w skrócie?

Sebastian Kalski: – Tak, wyjechałem do Ameryki w 1991 roku, w wieku 14 lat, tam się uczyłem i zaczynałem swoje życie. W roku 2003 zacząłem przyjeżdżać do Polski, cały czas pracowałem w Stanach jako kierowca, łącznie 13 lat za kółkiem, po całej Ameryce. Żona kiedyś do mnie powiedziała, czy możemy spróbować mieszkać w Polsce? Żonę poznałem tam, pochodzi z Supraśla koło Białegostoku. Odpowiedziałem, że możemy spróbować, ale pod jednym warunkiem, że jak wracamy, to wracamy. Gdy przylatywałem do Polski, uczyłem się tutaj życia. Doszło do tego, że żona była w Polsce, ja pracowałem w Stanach, przyjeżdżałem do Polski na dwa-trzy miesiące w roku summa summarum. W 2010 założyłem Top-Ten Express z osobą, która po prostu się nie sprawdziła. Po kilku latach wspólnikiem został Kamil Musiał, wcześniej pracujący przy ciężarówkach przede wszystkim jako elektronik. Kamil jest bardzo pracowitym człowiekiem, tak jak ja lubi coś budować, cos tworzyć, wszedł z nowymi pomysłami. Firma się rozwijała.

 

JD: – Proszę przybliżyć działalność firmy w USA.

SK: – Jeździmy głównie po USA. Posiadamy trzy magazyny, trzy bazy, największy w Chicago, w New Jersey koło Nowego Jorku i na Florydzie. Mamy kierowców, którzy codziennie są w domu, czyli jeżdżą tylko po okolicy i tych, co wyruszają w dłuższe trasy. Ładunki, nawet drobne, po kilka palet, zbieramy do magazynu, skąd są przewożone dalej. Ładunki są różne, nie wozimy chemikaliów czy łatwopalnych. Dysponujemy ponad 100 zestawami.

 

JD: – Ciągniki siodłowe i naczepy oczywiście inne niż u nas?

SK: – Mamy ciągniki praktycznie każdej marki, w większości Volvo, są to inne pojazdy niż w Polsce. Gdy przejechałem się tutaj Volvo, wydawało mi się, z całym szacunkiem, że kieruję większym autem osobowym. Ciągniki amerykańskie są większe, z silnikiem przed kabiną, w środku za kierowcą jest bardzo dużo miejsca. Niektóre mają nawet takie rozwiązania, że łóżko na dole jest rozkładane w dwa duże fotele i stolik, zmieszczą się cztery osoby. Poza Volvo mamy Peterbilty, Kenworthy, Freightlinery. Naczepy są zupełnie innych marek niż w Polsce, na przykład Vanguard. Zestaw nie może przekroczyć 80 tysięcy funtów, nieco ponad 36 ton, mniej niż u nas. Chcemy jedną, taką ciężarówkę sprowadzić do Polski, żeby reprezentowała nas na europejskim rynku, na targach, Kamil nad tym pracuje.

 

JD: – Jak zapadła decyzja o firmie w Polsce?

SK: – Nie było to od razu. Po otworzeniu firmy w Ameryce, często przylatywałem do Polski. Tak, byłem bardzo dobrym klientem linii lotniczych, spędzałem przez wiele lat rocznie około 700 godzin w samolocie, gdzie kapitan, z tego co słyszałem, spędza 900 godzin. Kamil trzy lata temu wpadł na pomysł, żeby zrobić w Polsce biuro, na początku z zamiarem pomocy w obsłudze firmy amerykańskiej. Przyjechałem do Polski i zacząłem działać w tym temacie. Ludzie pracowali w amerykańskich godzinach, od 14. Jak już było biuro, pomyśleliśmy, dlaczego nie otworzyć spedycji? Jest biuro, ale zajęte tylko popołudniami i wieczorami. Wynajęliśmy więc dodatkową powierzchnię biurową, teraz pracuje tutaj 15 osób, nie licząc mnie.

 

JD: – A transport?

SK: – Jak już ta spedycja ruszyła, to czegoś zaczęło brakować. I tak w 2020 roku kupiliśmy pierwsze dwie ciężarówki. Akurat w covidzie, gdzie każdy się za głowę łapał, po co nowy tabor. Później, w 2021 doszły kolejne trzy zestawy i w tym roku dochodzi 15. Parking mamy w innym miejscu, dopiero rozwijamy tę działalność. Szukam cały czas siedziby, gdzie będzie wszystko w jednym miejscu. Na razie nic ciekawego nie mogę znaleźć, szczerze mówiąc.

 

JD: – Na jakie marki sprzętu i kierunki transportu postawił pan w Polsce?

SK: – Scania i naczepy Schmitz, firanki i lodówki z agregatami Thermo King, jestem przekonany do tej marki. Transport międzynarodowy, cała Europa. A jeśli chodzi o spedycję, ładunkami na Rosję i Białoruś nie handlujemy. Nie będę zbója wspierał, o tak powiem. Pieniądze to nie wszystko, zakaz całkowity, embargo nałożone przez Top-Ten Express.

 

JD: – Jakie widzi pan główne różnice miedzy działalnością transportową tam i tu?

SK: – W pierwszym roku tutaj papieru wydrukowaliśmy więcej niż przez 10 lat w Ameryce. Chcąc prowadzić firmę typowo „książkowo”, trzeba zatrudnić ludzi na dodatkowych etatach, żeby wszystko było poukładane. Jestem neutralny, jeśli chodzi o rządy, słyszę o ułatwieniach dla przedsiębiorców, ale jeszcze mają do tego daleką drogę, bardzo daleką. Taki prosty przykład, w Polsce trzeba wszędzie chodzić z pieczątką, cokolwiek załatwić, w USA liczy się podpis. Dlaczego gospodarka amerykańska jest tak silną, mimo różnych wahań? Bo tam jest wszystko ułatwione dla ludzi, tam naprawdę się wychodzi naprzeciw przedsiębiorcom. Polska jest daleko za Ameryką, bardzo daleko, zbyt dużo traci się czasu na rzeczy, które naprawdę nie mają najmniejszego znaczenia. Kolejna różnica – w USA ludzie już się nauczyli, że szukają jakości, są w stanie za tę jakość zapłacić troszeczkę więcej. W Polce wielu patrzy przede wszystkim na cenę. Oczywiście, są też ludzie, którzy cenią jakość.

 

JD: – A kierowcy? Mówi się, że w Polsce dużo zarabiają.

SK: – W Stanach tak samo, dużo zarabiają. Tygodniówka to dwa-trzy tysiące dolarów, dla tych co jeżdżą w długie trasy. Ale życie jest tam droższe, podatki za nieruchomości są bardzo wysokie, edukacja dzieci, ubezpieczenie zdrowotne – za wszystko się płaci.

 

JD: – Brakuje w Polsce kierowców, zwłaszcza doświadczonych.

SK: – Słyszałem o tym, ale nie doświadczyłem tego. Tych 15 nowych ciężarówek, wszystkie są już zajęte przez kierowców. Nie mamy problemów. Są tacy, co lepiej płacą, tylko różnica jest taka, że my w 100 procentach realizujemy zobowiązania wynikające z Pakietu Mobilności. U nas każdy kierowca jest na umowie o pracę. Dbamy o komfort pracy, staramy się o przyjazną atmosferę. Nie chcę, żeby zwracać się do mnie „panie prezesie”. Jesteśmy wszyscy po imieniu. Jest to też spowodowane tym, że wychowałem się w Stanach.

 

JD: – Dziękuję za rozmowę.

 

T&M nr 11/2022

 

              Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE