Jesteśmy odważni i odpowiedzialni

Z Mirką Rudzką, prezesem Daimler Buses Polska rozmawia Jacek Dobkowski.

Jacek Dobkowski: – Nowa szefowa, nowe porządki. Nawet jeżeli mamy międzynarodową korporację, każdy prezes odciska swoje piętno. Co dla pani jest najważniejszym zadaniem, celem w tym roku? Jakie zmiany warto wprowadzić?

Mirosława Rudzka: – Porządek – tak, ale nie chodzi o zupełnie nowe porządki. W Daimler Buses jestem od początku 2022 roku i wcześniej odpowiadałam za dział Customer Service and Parts, więc dobrze poznałam firmę od środka. Dzięki temu wiem, że nie potrzeba rewolucji. Dla mnie kluczowe są dwie rzeczy. Po pierwsze – znajdujemy rozwiązania dla klientów i dbamy o ich zadowolenie. Po drugie – chcę, byśmy byli odpowiedzialnie odważni, choć proszę nie mylić tego z brawurą. Chodzi o to, żebyśmy nie bali się podejmować decyzji, myśleli jak przedsiębiorcy i przyjmowali postawę działania, bo mamy wiedzę, zasoby, wiemy, jak współpracować, by realizować zadania, nie tylko w swojej wąskiej działce.

 

JD: – Pracownicy muszą mieć swobodę, również podejmowania pewnych decyzji.

MR: – Dokładnie. Od początku chciałam, żeby osoby, z którymi bezpośrednio współpracuję, miały podobne nastawienie. Chodzi o to, żeby nie przychodzić tylko z problemem, ale też z pomysłem na jego rozwiązanie. Decyzje często podejmujemy razem, rozmawiamy, szukamy najlepszej drogi. W firmie mamy ogrom wiedzy i doświadczenia i trzeba z nich korzystać. Opieranie się na decyzjach jednej osoby to za mało, potrzebujemy różnych perspektyw.

 

JD: – Dane za cztery miesiące 2025, Mercedes jest pierwszy w autobusach w Polsce, ale jak od 320 zarejestrowanych egzemplarzy odejmiemy 260 kategorii mini, zostaje 60. Po dokonaniu podobnych rachunków z innymi markami okazuje się, że Mercedes jest wiceliderem rynku za Solarisem (80 sztuk). Zadowalająca pozycja czy można powalczyć o czołową lokatę?

MR: – To prawda, nasza pozycja w autokarach jest bardzo mocna – mamy świetne produkty, moim zdaniem najlepsze na rynku. Jeśli chodzi o autobusy miejskie, to mamy apetyt na więcej. Walczymy o lepszą pozycję i wierzę, że dzięki jakości naszej oferty osiągniemy więcej.

 

JD: – Przy sprzedaży autobusów miejskich, zwłaszcza elektrycznych, co najbardziej się liczy? Dostosowanie się do warunków przetargów?

MR: – Dla nas najważniejszy jest kontakt z klientem, jeszcze zanim pojawi się przetarg. Oczywiście, chodzi o sprzedaż, ale to również możliwość rozwijania rynku i edukowania. Dzięki pracy w serwisie wiele się nauczyłam – przygotowując oferty serwisowe zauważaliśmy, że zdarza się, że specyfikacje przetargowe zabezpieczają klienta „na wyrost”, niektóre wymagania znajdują swoje stałe miejsce w specyfikacjach, bez weryfikacji, czy są konieczne. Dlatego zależy nam, żeby z klientem porozmawiać: jakie są specyficzne potrzeby, topografia terenu, rodzaj trasy, liczba pasażerów czy rodzaje zasięgów. Czasem możemy zaproponować coś, co nie jest jeszcze wymagane, ale naprawdę się sprawdza, jak system PBA (Preventive Brake Assist) w autobusach wodorowych dla PKS Rzeszów. W razie nieuniknionej kolizji pojazd sam hamuje, choć póki co wymagane jest tylko ostrzeganie. Dlatego dialog z klientami jest dla nas bardzo ważny.

 

JD: – Tak, tylko żeby ktoś nie zarzucił, że przetarg został napisany pod określoną markę?

MR: – Mam wrażenie, że klienci i rynek naprawdę pilnują, by przetargi były przejrzyste. A konkurencja i tak szybko reaguje – jeśli wprowadzamy nowe rozwiązanie, inni też je wdrażają. Rynek jest szybki, czujny i bardzo ambitny.

 

JD: – W samochodach osobowych Mercedes od lat, zwłaszcza w Polsce, jest podziwiany i uchodzi za prestiżową markę. Czy w autobusach, zwłaszcza miejskich, coś takiego jak prestiż w ogóle się liczy?

MR: – Prestiż to pojęcie względne, każdy trochę inaczej go rozumie. W autokarach to się bardziej liczy, bo podróż trwa długo i komfort naprawdę robi różnicę, ale i w autobusach miejskich to ma znaczenie. Pasażerowie autobusów niskopodłogowych, pomimo krótkiego okresu podróży, też zwracają uwagę na komfort, na przykład wydajność systemu nawiewów czystego powietrza i klimatyzacji. Dodatkowo bardzo dbamy o luksus osoby prowadzącej pojazd. Dziś kierowcy chcą pracować w dobrych warunkach. Widziałam ogłoszenia firm poszukujących kierowców autobusów z tytułem „Chcesz prowadzić Mercedesa?”. Kierowca to dziś zawód deficytowy, dlatego warto zadbać, żeby miał wygodne miejsce pracy, prowadził nowoczesny, bezpieczny pojazd i miał wsparcie w razie problemów. Prowadzenie naszego autobusu to naprawdę przyjemne doświadczenie – trochę jak jazda dużą limuzyną.

 

JD: – Zdaniem Mercedesa, to znaczy Daimler Buses, najlepsze jest ładowanie miejskich autobusów w zajezdni. Dlaczego?

MR: – Wszystko zależy od potrzeb klienta, ja mogę zapewnić, że jesteśmy elastyczni. Ładowanie nocne w zajezdni to często najprostsze i najtańsze rozwiązanie dla klienta. Zdarza się, że pantografy w przestrzeni miejskiej budzą sprzeciw – ze względu na wygląd czy lokalizację. Poza tym mamy systemy zarządzania energią, które pozwalają zarządzić procesem ładowania w zajezdni – rozłożyć go w czasie i przygotować autobus do jazdy – zimą przed wyjazdem dogrzać go z sieci, latem schłodzić. Dzięki temu zużycie energii w trasie jest mniejsze, a pasażerowie wsiadają do komfortowego wnętrza. Dodam, że mamy spółkę Daimler Buses Solutions, która oferuje rozwiązania budowy infrastruktury ładowania energii elektrycznej lub wodoru na terenie zajezdni i nie tylko.

 

JD: – Wyobraża pani sobie wycieczkę e-autobusem spod Warszawy do południowej Hiszpanii? Z przerwami co dwie-trzy godziny na ładowanie, z poszukiwaniem czynnych ładowarek, pod które autobus może podjechać i tak dalej. Pytam o realne możliwości elektryfikacji przewozów międzymiastowych i na dalekich dystansach.

MR: – Z Warszawy do Alicante jest 2.000 kilometrów, czy liniowe autokary z silnikami spalinowymi pokonują takie trasy bez przerw? Długie trasy w Europie są zorganizowane pomiędzy hubami – przesiadki, odpoczynek, dalsza jazda. W związku z tym przejście na autobusy elektryczne nie byłoby aż tak wielką rewolucją, a na przykład nasz eCitaro fuel cell przejedzie na jednym ładowaniu nawet 600 kilometrów. Na pewno potrzebujemy większej liczby punktów szybkiego ładowania i stacji tankowania wodoru. Ta infrastruktura się stale rozwija i będzie z pewnością coraz lepsza. Myślę, że wycieczka e-autokarem z Warszawy do południowej Hiszpanii to wcale nie tak odległa perspektywa.

 

JD: – Dziękuję za rozmowę.

 

T&M nr 6/2025

Tekst: Jacek Dobkowski

     

OBEJRZYJ ONLINE