266 po Ameryce

W Starachowicach, w piątek, 26 sierpnia, przy okazji zlotu 8. Legenda Stara odbyło się spotkanie z uczestnikami i przyjaciółmi wyprawy „Starem 266 dookoła świata”.

Jest to inicjatywa dwóch Polaków mieszkających w USA, Jerzego Stetza i Tomasza Wątora. Początkowo planowali taką ekspedycję innym autem, Mercedesem Unimogiem, ale przeważył sentyment do polskiej motoryzacji. Wybrali Stara 266, potem zdecydowali się na dwa auta, bo skoro obaj są kierowcami, to obaj będą równolegle prowadzili. Samochody nabyli w Polsce, oba z województwa dolnośląskiego. Starszy, czerwony, pożarniczy z roku 1983, służył w Ochotniczej Straży Pożarnej w Karpnikach, otrzymał rejestrację OSP PL. O cztery lata młodszy, zielony, skrzyniowy pracował w Państwowej Straży Pożarnej w Bolesławcu, stąd rejestracja PSP PL. Od imion uczestników, w nawiązaniu do znanego, amerykańskiego serialu animowanego można stwierdzić,
że mamy wyprawę Toma i Jerry’ego.

 

Floryda, Alaska, Kalifornia

Przez około sześć tygodni, w czerwcu i lipcu br. Jerzy Stetz i Tomasz Wątor pokonali 17.200 km. Zrobili dwa etapy, wpierw z Florydy na północ do Chicago, gdzie miejscowa Polonia zorganizowała pokaz pojazdów polskiej produkcji, made in PRL. Kolejnym, ważnym przystankiem okazało się Edmonton w Kanadzie. Tam również Polacy bardzo serdecznie ich przywitali, prezentując zabytkowe, amerykańskie wehikuły. Potem trasa dalej biegła na północny zachód do amerykańskiego stanu Alaska, przez Anchorage, Fairbanks do Morza Arktycznego, zwanego też Oceanem Arktycznym, do Prudhoe Bay, daleko na północ od koła podbiegunowego północnego. Uczestnikom wyprawy w porządnym wypoczynku przeszkadzały białe noce. Przykładowo w Fairbanks słońce zachodziło o 23.45 a wstawało o 4.45. I cały czas wydawało się, że jest późne popołudnie.

Drugi etap, który również dostarczył mnóstwa doznań, to jazda na południe, z Alaski przez Kanadę znowu do Stanów, do San Francisco w Kalifiornii. Trzeba dodać, że Tom i Jerry nie podróżowali sami. Obaj potrafią zrobić wiele przy samochodach, ale podczas takiej ekspedycji prawie 40-letnimi ciężarówkami musiał był mechanik. Został nim Kamil Grunt. Towarzyszącymi kierowcami, na niektórych odcinkach byli: Piotr „Trucker Hiob” Jaskiernia i motocyklistka Aleksandra Rospirska.

 

Z 6x6 do 6x2

Na początku oba egzemplarze miały napęd wszystkich trzech osi, jak fabryka przykazała. Z czasem, aby ulżyć samochodom zostały zdemontowane wały przekazujące napęd na przednią oś, a potem te od środkowej osi. Tak wiec na koniec w jednym i drugim Starze napęd trafiał tylko na trzecią oś. Brak 6x6 nie przeszkodził jednak w podróży, nawet z 6x2 auta radziły sobie dzielnie. Awarie na trasie dotyczyły nie tylko przeniesienia napędu. Już pierwszego dnia przytrafiły się kłopoty z układem chłodzenia, w czerwonym. Nie chodzi jednak o listę usterek, wszak żadna z nich nie zatrzymała Starów, nie spowodowała przerwania czy opóźnienia wyprawy.

Znakomicie spisały się opony Apollo, bezawaryjnie. Drogi były i lepsze, i gorsze, często ze zniszczonym, ostrym asfaltem, albo wręcz szutrowe. Apollo zadbało także o dopasowanie większych obręczy, w oryginale 266 poruszał się na 20 calach, a nie na 22.5.

 

Droga do Indii

W San Francisco oba Stary 266 oczekują na dokończenie wyprawy. Pierwotny plan zakładający morski fracht do Władywostoku we wschodniej Rosji, w obecnej sytuacji politycznej stracił sens. Samochody dotrą więc do Indii, jeszcze nie wiadomo, czy z San Francisco przez Kanał Panamski i Atlantyk czy z Florydy. Ostatnim punktem będą Starachowice, miasto w Świętokrzyskim gdzie przez dziesięciolecia powstawały Stary.

W spotkaniu w Starachowicach uczestniczyli dwa panowie z amerykańskiej firmy Top Ten Express, działającej także w Polsce, Kamil Musiał i Sebastian Kalski. Top Ten był ważnym sponsorem, wziął na siebie koszty paliwa i hoteli. Z dużą kulturą opowiadał o sporcie motorowym Tomasz Sikora, który z pilotem Jerzym Frankiem uczestniczył w Rajdzie Paryż – Dakar w 1988 r., oczywiście Starem 266. Inne czasy, inne przedsięwzięcie, ale taka sama chęć pokonywania barier i sprawdzenia się w trudnych sytuacjach, przy zachowaniu rozwagi i rozsądku. Apollo reprezentował Krzysztof Schaeffer.

Wrażenia ze spotkania odniosłem bardzo pozytywne. Do niezwykłej atmosfery przyczyniło się miejsce konferencji, hala spustowa w Muzeum Przyrody i Techniki „Ekomuzeum” im. Jana Pazdura, przy ul. Wielkopiecowej 1, gdzie kiedyś lała się surówka i zastygała w tzw. gąski,. I nie zmieni tej oceny fakt, że konferansjer nie przedstawił się, zaś pan z ochrony zamknął wieczorem połowę bramy między terenem muzeum a ulicą. Kierowcy wjeżdżający i wyjeżdżający musieli przeciskać się przez dwumetrowy otwór, ryzykując uszkodzenie samochodów i bramy także. Po mojej interwencji brama została otwarta w całości.

 

T&M nr 9/2022

Tekst: Jacek Dobkowski

Add comment

Security code Refresh

              Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE