Zderzenie z planem Balcerowicza

Drakońska transformacja gospodarcza powaliła Ursus, który przetrwał dzięki państwowej kroplówce.

Wicepremier Kazimierz Olesiak z ostatniego komunistycznego rządu uwolnił latem 1989 roku ceny żywności.
– W tym momencie nierównowaga gospodarcza, wywołana narastającym od początku 1989 roku olbrzymim deficytem budżetowym, finansowanym drukowaniem pieniędzy, przeistoczyła się w lawinowy wzrost cen. Ceny rosły po kilkadziesiąt procent miesięcznie. Gdyby tempo wzrostu cen z okresu sierpień-październik 1989 roku utrzymało się przez 12 miesięcy, to inflacja w skali roku wyniosłaby 7 tys. procent. Stanęliśmy wobec zupełnie nowej sytuacji, do której nikt nie był przygotowany – zapewniał Stefan Kawalec, wiceminister finansów za Leszka Balcerowicza, w rozmowie z Elizą Olczyk na łamach Rzeczpospolitej.

Dodawał, że pierwszym celem rządu stała się walka z hiperinflacją. Od 1 stycznia 1990 roku zaczął obowiązywać pakiet 10 ustaw prezentowany w Sejmie przez wicepremiera i ministra finansów Leszka Balcerowicza w październiku 1989 roku.

Balcerowicz podniósł wszystkie stopy procentowe: ustawowe odsetki z 12 proc. w drugiej połowie 1989 roku do 212 proc. W pierwszym roku urzędowania Balcerowicz podniósł także stopę odsetek od zaległości podatkowych do 196 proc.

Jakikolwiek podmiot nie mógł osiągnąć takiej stopy zwrotu, co skazywało wszelką działalność gospodarczą na deficytowość. Średnia rentowność przemysłu w latach 1985-1989 wynosiła 6,4 proc., w 1989 roku zmalała do 4,6 proc., w 1990 roku do 1,1 proc., a 1991 rok przedsiębiorstwa państwowe zakończyły stratami wskazywał Ryszard Ślązak, autor „Czarnej księgi prywatyzacji 1988-1994”.

W styczniu 1990 roku Balcerowicz podniósł stopę od wszystkich kredytów (inwestycyjne miały oprocentowanie 6-7 proc.) z 8 proc. rocznie na 8 proc. miesięcznie, czyli 8x12 rocznie. Stąd w przedsiębiorstwach narastało zadłużenie.

 

Bankructwo po raz pierwszy

Plan Balcerowicza zlikwidował nawis inflacyjny (czyli pusty pieniądz, na który w PRL nie było pokrycia w towarze), ale pozbawił funduszy przedsiębiorstwa i społeczeństwo. Rolnictwo należało do poturbowanych przekształceniami i wieś przestała kupować maszyny rolnicze, w tym ciągniki. Produkcja Ursusa zmalała z 49 tys. ciągników w 1989 roku do 36 tys. w kolejnym roku. Jeszcze w 1990 roku Zrzeszenie Przemysłu Ciągnikowego Ursus zanotowało 270 mld zł zysku, ale w lutym kolejnego roku popyt na traktory zaczął niebezpiecznie maleć i nie poprawił się w kolejnych miesiącach. W marcu przed halami fabrycznymi stało 2,5 tys. ciągników, których nikt nie chciał kupić.

historia15 kwietnia 1991 roku fabryka zawarła umowę ze spółką Art-B Export-Import z siedzibą w Cieszynie o pośrednictwie w sprzedaży ciągników. Zdaniem NIK fabryka straciła na tej umowie 100 mld zł. Zakład sprzedał 7,5 tys. ciągników za 366,5 mln zł, natomiast Art-B dostała 15-procentowy rabat. W zamian na własny koszt przetransportowała ciągniki z fabryki do punktów sprzedaży.

Według NIK, przy tak dużej bonifikacie Ursus sprzedawał ciągniki poniżej kosztów produkcji. Do połowy lipca 1991 roku Art-B sprzedała 960 ciągników, a Ursus na każdym z nich tracił od 5 do 27 mln zł.

ZPC Ursus płacił podatki i dywidendy, więc nadzorujące fabrykę Ministerstwo Przemysłu nie reagowało na alarmistyczne pisma fabrycznej Solidarności o pogarszającym się stanie zakładu. Ministerstwo ograniczyło się jedynie do zastąpienia 1 lipca 1991 roku Zrzeszenia Przemysłu Ciągnikowego Ursus przez Zakłady Przemysłu Ciągnikowego Ursus, usamodzielniając zakłady filialne w Gorzowie Wielkopolskim, Chełmnie, Nisku, Sulęcinie, Włocławku, Lublinie i Poznaniu.

Dopiero w lipcu 1991 roku okazało się, że długi fabryki sięgają 1,5 bln zł. Zdenerwowany premier Jan Krzysztof Bielecki przyjechał do Ursusa 22 lipca i od razu zażądał druku księgowego F-01.

Po jego lekturze i blisko 3-godzinnej rozmowie z dyrekcją ZPC Ursus stwierdził, że „Mamy do czynienia z przykładem chyba niespotykanym w skali naszego kraju. Nieudolność gospodarcza, jeśli nie sabotaż. Niekompetencja dziesiątek osób, które w sposób beztroski traktowały swoje obowiązki. No i nowa dyrekcja, która stanęła na niemal straconej pozycji. Jeśli mamy tak działać, to sens całej reformy jest podważony” – raportowała następnego dnia Gazeta Wyborcza.

Dług wobec 500 dostawców wynosi 400 mld zł, wobec banków 500 mld zł i tyleż wobec budżetu. Tylko w połowie 1991 roku Ursus przyniósł 600 mld zł strat. Zabrakło pieniędzy na zakupy komponentów, prądu i na wypłaty dla załogi.

Od 5 sierpnia załoga Zakładów Przemysłu Ciągnikowego Ursus w Warszawie i Lublinie poszła na przymusowy urlop. Stanęły także zakłady w Gorzowie, Sulęcinie, Chełmnie, Włocławku, Nisku oraz ci z 300 kooperantów, którzy nie mieli innych odbiorców. W sumie dla ZPC Ursus pracowało 100 tys. ludzi, podliczało Życie Warszawy. Rząd postanowił uratować zakład i znalazł pieniądze na wypłaty oraz kapitał obrotowy.

 

Mała kabina serii 30

W tak dramatycznych okolicznościach trudno było znaleźć fundusze na modernizację wyrobów. Mimo to w 1991 roku ruszyła produkcja ciągników modelu 87U, ale były to jednostkowe ilości, bowiem większość produkcji stanowiły modele M85. Dopiero od 1992 roku zaczęła wzrastać produkcja M87U z silnikiem 6-cylindrowym, głównie z napędem na obie osie, zaznaczał Jerzy Górski w opracowaniu przygotowanym we współpracy z Jerzym Wyglądałą i Tadeuszem Chruślińskim „Konstrukcje ciągników i silników Ursus”.

historia2Nowa gama ciągników ciężkich (M 87U, zwane też „trzydziestki”), została docelowo poszerzona do 10 modeli o mocach od 58,8 kW do 113,8 kW, oznaczonych symbolami 932, 934, 1032, 1034, 1132, 1134, 1232, 1234, 1434 i 1634.

Ciągniki otrzymały ekonomiczne silniki, synchronizowane skrzynie biegów pozwalające na jazdę z prędkością maksymalną 30 km/h (standard) lub 25 km/h (na żądanie). Fabryka wprowadziła hydrauliczne sterowanie sprzęgłem z samoczynną regulacją luzu na pedale, w opcji przedni WOM i 3-punktowy układ zawieszenia.

Traktory otrzymały pompy hydrauliczne o wydatku 41 l/min przy ciśnieniu 16 MPa. Ursus 912 oraz 932 miał udźwig tylnego TUZ wynoszący 4.125 kg i taki podnośnik był też w Ursusie 1232. Modele 1234 i 1634 miały standardowo 5.500 kg, zaś 1134, 1232 za dopłatą.

Rozstaw osi Ursusa 912 wynosił 2.385 mm, a masa własna 4.550 kg przy 80 KM, zbiornik paliwa mieścił 130 litrów oleju napędowego.

Ursus 1634 miał rozstaw osi 2.706 mm (o 11 mm większy od 1614), masę własną 6.300 kg (o 11 kg większą od 1614) przy mocy 155 KM. Zbiornik paliwa o pojemności 170 litrów, o 30 l mniejszą od zastępowanego modelu. Prędkość ciągnika wynosiła 30 km/h.

Zgodnie ze stylistycznym projektem z 1987 roku, ciągniki 87U otrzymały jednoosobową kabinę o głośności do 85 dB(A) i kierownicy regulowanej w płaszczyźnie podłużnej ciągnika. Podwieszane pedały sprzęgła i hamulców zapobiegały przenoszeniu drgań na nogi kierowcy, mniejsze były także siły potrzebne do wyciskania pedałów. Konstruktorzy umieścili dźwignie służące sterowaniu podnośnikiem i rozdzielaczem w pulpicie po prawej stronie kierowcy.

Rolnicy skrytykowali jednak kabinę jako zbyt ciasną. – Ówczesna interpretacja przepisów zakładała, że w kabinie nie może przebywać kierowca i pasażer. Oczywiście dotyczyło to sytuacji, gdy ciągnik porusza się po drogach publicznych. Mała kabina lub jak ją nazywano „jednoosobowa” wzięła się z interpretacji przepisów bezpieczeństwa – tłumaczy konstruktor Zakładu Doświadczalnego Ciągników Rolniczych Stanisław Kotlarski.

Przypomina, że kabiny dla ciągników ciężkich produkował zakład w Kunowie, a później również Ursus. Przyznaje, że nie zawsze ich jakość spełniała wymogi klientów, którzy narzekali na nieszczelność kabin w czasie deszczu. – Najczęstszą przyczyną przecieków była staranność wykonania. Czasami stosowanie technologii obejściowej wykonania detali np. zgrzewanie blach punktowe zamiast liniowego, brak głębokich przetłoczeń – tłumaczy Kotlarski.

 

Biedniejąca wieś

Ursus 1614 kosztował w styczniu 1990 roku 88 mln zł, co rolnicy oceniali jako cenę zaporową. W październiku 1992 roku cena wzrosła do 234,7 mln zł, co odpowiadało 102 tonom pszenicy lub 18,8 tony żywca wieprzowego. W 1985 roku fabryka wyceniła Ursusa 1604 na 1.385 tys. zł, czyli 56,3 tony pszenicy lub 8,3 tony żywca wieprzowego. Zatem w przeliczeniu na plony ciągniki Ursusa stały się dwa razy droższe.

historia3W przypadku podstawowych modeli ciągników ciężkich, cena maszyny w stosunku do cen płodów rolnych nie zmieniła się. W październiku 1992 roku Ursus 912 z kabiną standard wyceniony był przez fabrykę na 132,1 mln zł, co odpowiadało 8,3 tonom żywca wieprzowego lub 57,4 tonom pszenicy. W 1979 roku za Ursusa 385 w podstawowej wersji trzeba było zapłacić 350 tys. zł, co odpowiadało 7,8 tony żywca wieprzowego lub 67,3 tony pszenicy.

Nawet jeśli cena ciągnika nie rosła w stosunku do cen płodów rolnych, to nie ożywiało to popytu, bowiem 6,5 tys. ciągników kupionych przez Art-B nadal nie znalazło nabywców. – Pełniący obowiązki dyrektora ZPC Ursus Jan Buczkowski wystąpił w sierpniu 1991 roku z wnioskiem do pełnomocnika premiera ds. organizacji urzędu Ministerstwa Przemysłu i Handlu Henryki Bochniarz o 18 mln dol. na wykupienie od Art-B niesprzedanych ciągników. Wymieniona suma stanowiła 40 proc. ich wartości. Decyzję miał podjąć prezydent Wałęsa, ale jego doradcy byli przeciwni i rząd nie zgodził się, o czym wieczorem dowiedział się dyr. Buczkowski – wspomina członek kierownictwa działu handlowego ZPC Ursus Kazimierz Deja.

Dodaje, że gdy rząd odmówił kredytu, Zakłady Przemysłu Ciągnikowego Ursus nakazały handlowym spółkom zależnym zapłatę za dostarczone ciągniki, które czekały na klientów w magazynach konsygnacyjnych. – Żadna nie miała tak dużej płynności finansowej i wszystkie padły. Dlatego mój pobyt w spółce Ursus Bizon w Danii dyrekcja skróciła w sierpniu 1991 roku z czterech do 2,5 roku. Syndyk przez rok zamykał spółkę, podobnie zamknięte zostały spółki Ursusa w Finlandii, Szwecji, Francji – wymienia Deja.

Ursus stracił wtedy europejskie rynki, które w tym czasie przechodziły znaczącą ewolucję. Na początku lat 90. kryzys dopadł rolnictwo zachodnioeuropejskie i wymusił znaczny spadek cen maszyn, np. w Wielkiej Brytanii na początku grudnia 1992 roku ceny ciągników zmalały: Lamborghini zmniejszył ceny modelu 874 o mocy 90 KM z 29.000 funtów do 19.450 funtów i firma zaoferowała 3-letnią gwarancję. SAME Antares staniał z 31.500 funtów do 19.500 funtów.

Ursus 912 (silnik 80 KM) kosztował od 16.990 do 18.240 funtów w zależności od wyposażenia. Za Ursusa 1014 (silnik 96 KM) trzeba było zapłacić od 19.690 do 20.940 funtów. Podobne Zetory importer wyceniał na 18.790 funtów za model 80-konny (Zetor 8245) oraz 20.260 za Zetora 9245 z 96-konnym dieslem. Brneński Zetor 9540 z 90-konnym silnikiem wyceniony był na 20. 990 funtów.

Gorsza sytuacja zmuszała farmerów do intensyfikacji wykorzystania sprzętu do 500-600 godzin rocznie, a czasem do 900 godzin. Oznaczało to w sezonie pracę na 2-3 zmiany i bardzo wysokie wymagania co do niezawodności i wygody użytkowania i serwisowania. W tych warunkach uciążliwość pracy w kabinie dyskwalifikowała ciągnik.

 

Potrzeba modernizacji

Ursus, podobnie jak ZTS, nie uruchomił produkcji nowej generacji ciągników ciężkich. W tej sytuacji menadżer produktu w ZPC Ursus Jerzy Wyglądała wskazywał pod koniec 1993 roku na najistotniejsze dla poprawy punkty ciągników Ursus. Miały one jednoobwodowy hamulcowy układ pneumatyczny, który nie spełniał norm w Europie Zachodniej, nie miał blokady włączenia silnika przy załączonym WOM i lampki sygnalizacyjnej, najcięższy 1634 dysponował tylko 12-stopniową skrzynią biegów, gdy rynek wymagał 16-stopniowej.

Nie miał także wzmacniacza momentu, niezbędny był również mechanizm pozwalający przełączać pod obciążeniem przynajmniej 4 prędkości, podobnie jak biegi pełzające, rewers, mokre hamulce, hamulce osi przedniej. Ursus nie osiągał 40 km/h, kąt skrętu przednich kół wynosił tylko 36 stopni, gdy potrzebny był 50-stopniowy.

Przy hamowaniu ciągnik nie włączał automatycznie przedniego napędu, nie miał elektronicznie włączanego przedniego napędu, blokady mechanizmu różnicowego, sprzęgła WOM z ochroną przed przeciążeniem, brakowało niezależnego hamulca postojowego. Nośność przedniego mostu była niewystarczająca.

Pompa hydrauliczna miała wydatek 40 l/min, gdy standardem stałą się pompa o wydajności 60 l/min. Wreszcie ciągnik Ursusa nie miał elektronicznej kontroli poślizgu kół, a kabina miała wewnętrzną głośność 84 dB (A), gdy rynkowe wymagania obniżyły ją do 80 dB (A).

W rezultacie eksport ciężkich modeli zmalał w stosunku do 1988 roku o 31 proc. do 255 sztuk. Spadek był i tak mniejszy niż w sprzedaży krajowej, gdzie sięgnął ponad 76 proc. do 353 sztuk.

Pomimo dramatycznych spadków produkcji, ciągniki ciężkie i tak trzymały się lepiej od pozostałego asortymentu fabryki: w 1988 roku modele ciężkie stanowiły 1,6 proc. produkcji ZPC Ursus, a w 1994 roku 6,7 proc.

Podziękowania dla: Kazimierza Dei, Macieja Fabijańskiego, Stanisława Kotlarskiego, Edwarda Pawlikowskiego, Jerzego Wyglądały oraz Domu Kultury Portiernia w Ursusie, który kultywuje historię producenta ciągników.

 

T&M nr 6/2025

Tekst: Robert Przybylski

     

OBEJRZYJ ONLINE