Rosji za ropę dziękujemy!

Z Leszkiem Wiwałą, prezesem Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) rozmawia Jacek Dobkowski.

Jacek Dobkowski: – Derusyfikacja dostaw ropy naftowej, czy jest możliwa gdy ponad 60 procent ropy przerabianej w polskich rafineriach pochodzi z Rosji? To dane z waszego raportu za 2021 rok.

Leszek Wiwała: – Trzy piąte były w zeszłym roku, natomiast dzisiaj już jest sytuacja inna. Od 5 grudnia statkami nic z Rosji nie będzie mogło przypływać, to efekt szóstego pakietu sankcji. Do portów Unii Europejskiej nie będą mogły wpływać tankowce z rosyjską ropą, nie będą rozładowywane. Pytanie, na jaką opcję zdecydują się rządzący, bo na razie jest zapowiedź, że będzie wyłączony ropociąg „Przyjaźń”. Polska ma takie możliwości, ponieważ posiada Naftoport w Gdańsku, który ma blisko dwukrotnie większe możliwości, niż nasze zapotrzebowanie. Jesteśmy w stanie przestawić się na import ropy za pomocą tankowców.

 

JD: – Panie prezesie, my wyłączymy „Przyjaźń”?

LW: – Prawdopodobnie. Stanie się to jeszcze w tym roku. Ropy z Rosji nie będzie. Dzisiaj cała Unia Europejska jest na etapie swoistej wojny energetycznej. Gospodarka Unii była mocno związana z dostawami surowców z Rosji. Mówimy z jednej strony o ropie, z drugiej o węglu i gazie – zwłaszcza w przypadku Niemiec. Rynek energii jest rynkiem naczyń połączonych, w niektórych momentach kryzys może przechodzić z jednego sektora do drugiego. Jest wiele państw na świecie, które mają złoża ropy; trwają prace, żeby zwiększyć jej wydobycie. Firmy, które już to robią, mają interes w tym, żeby nie podnieść tego skokowo. Dzisiaj cena jest dla nich dobra, ale im nie o to chodzi, żeby zrobić taką nadwyżkę, że ceny spadną. Władze Stanów Zjednoczonych zwracają się do państw arabskich, które mają duże możliwości wydobywcze. W zasadzie to co Rosja eksportuje, państwa arabskie mogą pokryć, zwiększając wydobycie praktycznie z dnia na dzień, czyli od trzech do sześciu miesięcy. Mówimy o pięciu-sześciu milionach baryłek dziennie.       

 

JD: – To stary mechanizm nacisku Ameryki na państwa arabskie. 

LW: – Ale on nie za bardzo działa. Od pół roku są różnego rodzaju sugestie, łącznie z wizytą prezydenta Joe Bidena w Arabii Saudyjskiej.  

 

JD: – Skąd więc będziemy importować ropę, skoro już nie z Rosji?

LW: – Najważniejszym źródłem zaopatrywania Polski stanie się Arabia Saudyjska. Była do tej pory numerem dwa, z udziałem prawie 20 procent. Już pod koniec tego roku będzie liderem, jak i w przyszłym. Bardzo dobrym kierunkiem byłby Iran, z którym kiedyś mieliśmy dobre relacje, przed nałożeniem sankcji przez USA, a potem przez społeczność międzynarodową. Iran był naszym ważnym partnerem. Państwa afrykańskie to kolejny kierunek, na przykład Nigeria. Trzeba też powiedzieć, że Wielka Brytania robi wielki „zwrot przez rufę”. Kilka lat temu rząd w Londynie wstrzymał wydawanie nowych koncesji na wydobycie na Morzu Północnym zarówno ropy, jak i gazu. Natomiast już na początku tego roku były wydane cztery nowe koncesje, a pani premier Liz Truss powiedziała, że wkrótce mają być wydane już nie 4 tylko aż 100 koncesji. Zielona energia jest dla nich cały czas kluczem, żeby mieć pewna przewagę technologiczną. Chcą na nią postawić, ale widzą jednak, że ze względu na kryzys energetyczny na całym świecie warto zwiększyć wydobycie ropy i gazu. Poza tym liczącym się dostawcą jest i będzie Norwegia.  

 

JD: – A co z naszymi rafinerami, bo zawsze mówiło się, że są przystosowane do rosyjskiej ropy?

LW: – Każdą rafinerię można przestawić, tylko pozostaje kwestia, na jak długo i czy będziemy mieli stabilną jakość surowca. Gdy były ustawione parametry na ropę rosyjską, wiedzieliśmy co jaki czas robić przestoje, gdzie mogą wystąpić awarie. Poza lepkością i zasiarczeniem jest szereg parametrów, które przy masowej produkcji mają znaczenie. Teraz tego wszystkiego będziemy musieli nauczyć się w trakcie. Pewnym wyzwaniem będzie utrzymanie tak wysokiego poziomu obłożenia rafinerii. Gdańsk miał w ostatnich latach powyżej 90 procent, jeśli chodzi o podstawowy przerób i produkcję paliw. Prace przygotowawcze trwają, na razie wygląda na to, że efektywność naszych rafinerii w Gdańsku i Płocku nie spadnie. W tym roku przez dwa miesiące trwał w Gdańsku remont, również pod kątem przygotowania do zwiększenia elastyczności przerobu ropy. Do tej pory 50 procent wsadu w obu rafineriach było stałe, rosyjskie, a pozostała część mogła być zmienna. Ropa rosyjska nie jest najlepszej jakości, jest wysokozasiarczona, ale my nauczyliśmy się oczyszczać tę siarkę. Ropa arabska z zasady jest mniej zasiarczoną, można powiedzieć, że jest lepsza.

 

JD: – Dobrze, a co może stać się z cenami oleju napędowego po powrocie podatków do poprzedniej wielkości?

LW: – Z jednej strony to jest kwestia matematyki, z drugiej reakcji konsumentów. Gdybyśmy dzisiaj zdjęli tarczę antyinflacyjną, cena ciągle byłaby poniżej 10 złotych. Powinniśmy dodać około 1,5 złotego, czyli otrzymalibyśmy wynik w granicach 8,5-9 złotych. To oczywiście dużo, lecz trzeba pamiętać, że z perspektywy firm VAT jest neutralny, niezależnie od jego wysokości, czy zapłaci się 23 czy 8 procent. Na pewno ciężar wzrostu cen oleju napędowego odczuwa sektor transportu, który w Polsce był i ciągle jeszcze jest jednym z mechanizmów napędzających gospodarkę.       

 

JD: – Elektromobilność w obecnej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej, oddala się? Niektórzy sądzą, że wręcz przeciwnie, na Kongresie Nowej
Mobilności w Łodzi padały hasła, że kryzys jest dla nas szansą. Dla „nas”, czyli dla Unii, nie tylko dla Polski.

LW: – Niektórzy mieli podczas kongresu pewność, że i ciężki transport uda się zelektryfikować. Trudno powiedzieć. Gdybyśmy nie mieli marzycieli, nie byłoby rozwoju. Trzeba pamiętać, że ludzie tacy jak Edison mieli pomysły, które nie mieściły się innym w głowie. Długofalowo dla nas wszystkich ważna jest polityka klimatyczna i konieczność ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Jestem przekonany, że będziemy rozwijali technologie niskoemisyjne, to oznacza jednak potrzebę zwiększania inwestycji na ten cel. Jest to trudne w sytuacji kryzysu energetycznego oraz nadchodzących trudności gospodarczych. Efekt cieplarniany jest mocno udokumentowany naukowo, ale dla wielu osób ważne jest to co tu i teraz, czyli ma być ciepło w domu, ma być prąd, ciepła woda. Z perspektywy niebezpiecznych czasów, które nadchodzą, mogę powiedzieć, że paliwa w Polsce nie zabraknie.

 

JD: – Dziękuję za rozmowę.

 

T&M nr 9/2022

Tekst: Jacek Dobkowski

              Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE