Klęska stalinowskiego współzawodnictwa

Pomimo partyjnej agitacji i terroru, zubożone społeczeństwo nie chciało bić produkcyjnych rekordów.

W sobotę 21 marca 1953 roku o 10 rano zjechał z taśmy montażowej Zakładów Starachowickich 10-tysięczny Star, a wstęgę przeciął minister przemysłu maszynowego Julian Tokarski. Meldunek ministrowi złożył na hali nadwoziowni przodownik Stopiński. „Przyrzekam Wam, towarzyszu ministrze, że podwoimy nasze wysiłki, aby dawać naszej Ojczyźnie coraz to więcej samochodów. Wiernie kroczyć będziemy drogą wskazaną przez nieśmiertelnego Wodza ludzkości Towarzysza Stalina” – zapewniał Stopiński.  

Ten świąteczny dzień zakończyła uroczysta akademia, na której minister wręczył załodze złote, srebrne i brązowe Krzyże Zasługi. Towarzysz Klimowicz podziękował za odznaczenia i zameldował, że robotnicy FSC przystępują do długookresowego, opartego na konkretnych zobowiązaniach współzawodnictwa pracy.

 

Ambitny cel ministra Tokarskiego

Minister Tokarski postawił zadanie wyprodukowania do 1 maja 1954 roku kolejnych 10 tys. wozów. Miał podstawy do optymizmu, ponieważ jego resort od 1947 roku inwestował w starachowicką fabrykę.

Zdewastowany i okradziony przez Niemców zakład miał stać się pełnoprawnym producentem samochodów. Podległy ministerstwu Centralny Zarząd Przemysłu Motoryzacyjnego planował w 1950 roku zakup za 250 mln zł kolejnej transzy obrabiarek w ZSSR, Czechosłowacji, Włoch i Anglii. Ostateczne nakłady w latach 1950-1953 wyniosły 160 mln zł.

Wraz z inwestycjami rosła produkcja: z 245 Starów w 1949 roku do 782 w kolejnym i 2568 ciężarówek w następnym.

Właśnie w 1951 roku, 2 kwietnia, minister Tokarski uroczyście uruchomił linię montażu finalnego. Choć zakupiona była ze złomowiska w Wielkiej Brytanii, została z pompą uruchomiona przez min. Tokarskiego. Jej rozruch stał się okazją do wielkiej propagandowej masówki. Partyjni aktywiści udekorowali halę montażową czerwonymi szturmówkami oraz transparentami głoszącymi hasła narodowego frontu walki o Plan 6-letni, pokój i socjalizm.

W imieniu załogi powitał przybyłych gości i złożył meldunek o gotowości załogi do uruchomienia taśmy kawaler Orderu Sztandaru Pracy, kierownik montażu tow. Popieluch.

„Wśród oklasków i okrzyków załogi na cześć Polski Ludowej, jej Prezydenta tow. Bolesława

Bieruta, na cześć Planu 6-letniego – tow. Tokarski o godz. 11-ej dokonał przecięcia wstęgi”.

„Potok ruszył: Wraz ze stukotem motorów i maszyn pierwszej taśmy produkcji samochodów w Polsce, rozlegało się potężne skandowanie: „Sta-lin, Sta-lin”, „Bie-rut, Bie-rut”, „Po-kój, Po-kój””, opisywała gazeta Słowo Ludu.

Pierwszym Starem 20 zjeżdżającym z taśmy odbyli jazdę próbną tow. Tokarski i tow. Popieluch. Słowo Ludu zapewniało, że dzięki taśmie, z fabryki będzie co 15 minut wyjeżdżać Star 20, „tak jak to postanowił Plan 6-letni”. Taka częstotliwość oznaczała roczną produkcję na poziomie 30 tys. sztuk.

Jeden z robotników przyznał w artykule, że „taśma jest jeszcze nie dotarta i nie zawsze co 15 minut dostajemy części”. – Często musimy na nie czekać – stwierdził junak Jurek Kominek. „Majster Wójtowicz biega przez cały dzień wzdłuż taśmy, to znowu do działu obróbki kół zębatych – przynagla, popędza, przejęty jedną myślą: dostarczyć taśmie w porę wszystkiego co jej potrzeba, aby równomiernie, w określonych odstępach czasu schodził z taśmy nowy Star 20”.

 

Współzawodnictwo pod partyjną kontrolą

Dziennik dodawał: „Organizacje partyjne i związkowe muszą rozpocząć wielką pracę agitacyjną. Trzeba, aby do świadomości każdego robotnika doszło zrozumienie wielkiej sprawy, wielkiego zwycięstwa, jakim jest uruchomienie taśmy”.

Autor artykułu powtarzał tezy wicepremiera Stefana Jędrychowskiego, który powodzenie w realizacji Planu Sześcioletniego widział w upowszechnieniu współzawodnictwa i do tego sprowadzał zarządzanie fabrykami.

Jędrychowski porównywał, że „w Związku Radzieckim procent robót zakordowanych wynosi około 78%, w Polsce w resorcie Ministerstwa Przemysłu Lekkiego stanowi on 63%, w resorcie Ministerstwa Przemysłu Ciężkiego 42%, w resorcie Ministerstwa Przemysłu-Rolniczo-Spożywczego 38%, w resorcie Ministerstwa Górnictwa i Energetyki ok. 30%. Osiągnięcie wyższego procentu robót zaakordowanych stworzy podstawę dla szybkiego wzrostu wydajności pracy” przekonywał wicepremier.

W fabrykach współzawodnictwo wprowadzały związki zawodowe. Przewodniczący Centralnej Rady Związków Zawodowych Wiktor Kłosiewicz stwierdził w przemówieniu na VII Plenum CRZZ, że „w 1951 roku dokonać musimy zasadniczego przełomu w walce o obniżenie kosztów własnych. Stąd też szczególną opieką należy otoczyć te formy współzawodnictwa, które mają na celu obniżenie kosztów własnych.”

Partia kontrolowała wykonanie zadań, zatem Komitet Centralny PZPR wzmocnił jej szeregi i promował zaufanych ludzi. Mechanizm wyjaśnił działacz Stronnictwa Narodowego Edward Sojka (Majewski) w raporcie spisanym pod koniec 1949 roku dla rządu RP w Londynie.

„Władzą przełożoną departamentu kadr w Ministerstwie Przemysłu jest Wydział Przemysłowy KC PZPR, a nie minister przemysłu. Nawet Minc nie może nikogo mianować lub zwolnić bez zgody tego departamentu. Na 15-20 zatrudnionych w przedsiębiorstwie przypada jeden pracownik biura personalnego. Funkcje tych nadzorców spełniają członkowie PZPR rozmieszczeni tak, aby w każdym dziale był przynajmniej jeden. Kartoteki pracowników muszą uzupełniać co tydzień. Kartoteki pracowników umysłowych znajdują się w centralnych zarządach.”

Na czele Ministerstwa Przemysłu Maszynowego partia postawiła tokarza, Juliana Tokarskiego. Od lat 30. należał do partii bolszewików, a po wojnie był pułkownikiem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dyrektorem FSC od 1 lutego 1951 roku został łódzki robotnik Henryk Czajka. Kierownikiem montażu samochodów partia mianowała Stefana Popielucha, który podczas wojny domowej w Hiszpanii walczył w szeregach jednostek kontrolowanych przez NKWD.

Zakładowi partyjni działacze poczuli się na tyle pewnie, że na swoim szczeblu także aktywnie uprawiali politykę kadrową na wzór centrali. Kierownik Działu Planowania Zakładów Starachowickich Wacław Rychli, jeden z delegatów powiatu starachowickiego na I Zjazd PPR, zredukował jako organizator szkoleń robotników niewykwalifikowanych w 1952 roku zatrudnienie w swoim wydziale z 60 do 40 osób. Zwolnił wszystkich inżynierów, pozostawiając jedynie techników.  

 

Zgrzytający mechanizm

Tymczasem produkcja nie rosła tak szybko jak planowała partia, także wolniej od założeń malały koszty. W podsumowaniu 1951 roku Ministerstwo Przemysłu Ciężkiego zaznaczało, że Zakłady Starachowickie nie obniżyły zgodnie z planami kosztów wytworzenia Stara 20 do 64 tys. zł. Faktycznie były bowiem o 3 tys. zł wyższe.

Wiosną 1951 roku Słowo Ludu przyznawało, że „Z dziedziny produkcji jedno z najważniejszych zadań to sprawa obniżania kosztów własnych. Wiadomo, że w Zakładach Starachowickich nie wygląda ono różowo. Aż się serce kraje, gdy popatrzeć, ile u nas niepotrzebnego marnotrawstwa. Weźmy chociażby odlewnię… (…) Po zalaniu żeliwem każdej skrzynki formierskiej, pozostają przy niej, zmieszane z piaskiem odpadki, które pochodzą z wylanego poza formę żelaza. Wywozi się je wraz z piaskiem i żadnego pożytku z nich nie ma. Tymczasem można by codziennie zebrać przynajmniej 30-40 kg żelaza – czyli miesięcznie tonę. Byłaby to 1 tona miesięcznie więcej dla naszej walki o pokój”.

Gazeta wskazywała, że wzmocnienia rdzeniarskie wywozi się również jako niepotrzebne, „tymczasem powinny wracać one na rdzeniarnię przynajmniej w 80 procentach”.

Opisywała, że „W czasie pracy wiele masy rdzeniarskiej rozrzuca się po podłodze w warsztacie lub na ziemi. Gdyby podłoga była wyłożona blachą, można by tę masę zbierać. Tow. Wójcikówna powinna zastanowić się nad tą sprawą i namówić wszystkie towarzyszki do oszczędzania masy rdzeniarskiej”.

Jednocześnie Zakłady Starachowickie wzbogacały swoje wyposażenie. Odlewnia otrzymała rewindykowane, używane maszyny wymagające dużego udziału pracy ręcznej. Po uruchomieniu pieca łukowego zakłady rozpoczęły w maju 1952 roku lać staliwne pochwy tylnego mostu i piasty środkowej.

W III kwartale 1952 roku Zakłady uruchomiły 2 gniazda obróbki widełek i pokrywy oraz liczącą 16 obrabiarek linię do obróbki osi przedniej, zwrotnic i zaworów.

W tym samym okresie ruszyły linie montażu silnika, skrzyni biegów, osi przedniej, tylnego mostu, ramy, budek szofera i nadwozia. Zmalała także pracochłonność, np. w przypadku ramy do 6 roboczogodzin na sztuce.

Choć wyposażenie stawało się coraz lepsze, z zakładu w 1952 roku wyjechało tylko 4,7 tys. Starów. Na dodatek samochody były krytykowane za niską jakość, a fabryka za wysokie koszty produkcji. Gdy w marcu 1952 roku Odlewnia B zanotowała nagły wzrost liczby braków na kadłubie silnika, dochodzący do 35-40 proc., w stan alarmu zostało postawione także ministerstwo.

W rezultacie Państwowa Komisja Planowania Gospodarczego musiała przyznać niedofinansowanie fabryki i zatwierdziła 17 maja 1952 roku założenia kolejnej rozbudowy zakładu. Planowała do 1955 roku wydać na wyposażenie 400 mln zł i w efekcie uzyskać produkcję 13 tys. aut rocznie.

 

Pod czujnym okiem ROP-u

Pomocą dla partii było wszechwładne Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Jego funkcjonariusze szukali sabotażystów, wrogów nowego ustroju, „andersowców” i „maczkowców”, podejrzani byli żołnierze AK. Od 1945 roku MBP tworzyło centralną kartotekę, początkowo „wrogów klasowych”. W 1949 roku znajdowało się w niej już 1,2 mln osób.

Rozkazem nr 49 minister bezpieczeństwa publicznego Stanisław Radkiewicz przekształcił 12 września 1949 roku istniejące w przemyśle placówki Referatu Ochrony w placówki Urzędu Bezpieczeństwa z pozostawieniem dotychczasowej nazwy.

Funkcjonariusze UB rezydujący w oddanym pod ich opiekę zakładzie kontrolowali politykę personalną, organizowali sieć informatorów i podejmowali lub akceptowali najważniejsze decyzje. W 1949 roku MBP zwerbowało w całym kraju 50 tys. informatorów.

Placówka Referatu Ochrony Przemysłu (ROP-u) w Zakładach Starachowickich otrzymała nr 11. Jej informator, inż. „Pas” donosił 7 listopada 1952 roku, że „w ostatnim tygodniu na blokach silnika braki dochodziły do 40 proc. z powodu powstałych baniek gazowych i chłodnego żeliwa, z powodu braku nadzoru technicznego, za co odpowiedzialność ponosi kierownictwo”. Funkcjonariusz zanotował także opinię donosiciela, że „nie widzi się zainteresowania produkcją ze strony kierownictwa, jedynie każą dużo robić, a nie patrzą na jakość.”

ROP prowadził dochodzenia we wszystkich ważniejszych awariach. Sprawa „Zdrajcy” dotyczyła pożaru starej lakierni. Podejrzanym o wadliwy projekt lakierni był główny konstruktor FSC Adam Trzciński. Odpowiedzialność ponosiło szereg innych osób z FSC i Prozametu „ze strony których dotychczas nie stwierdzono, że fakt ten jest wynikiem celowej działalności oraz brak uzasadnionych podejrzeń, że braki i niedociągnięcia są wynikiem celowej, kontrrewolucyjnej działalności” raportował szef obiektu nr 11 por. Stefan Dudkiewcz.

Kierownik Sekcji III Wydziału IV Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach por. P. Zębik polecił jednak zorientować się, kto zaprojektował nową lakiernię i czy osoby mające udział w projekcie nie działały z pobudek kontrrewolucyjnych. UB stwierdziła na podstawie posiadanych materiałów częste iskrzenie w nowej lakierni, mogące spowodować jej pożar. Zębik polecił także sporządzić notatkę dla KC.

ROP założył sprawę „Szkodnicy” z powodu dużej liczby braków przy obróbce poszczególnych partii detali, braku „ścisłego rozliczania z powyższego i przyjętej niewłaściwej praktyki księgowania, wskutek czego powstają duże straty”.

Dudkiewicz stwierdził, że „Wykroczenia te noszą charakter karygodnego niedbalstwa i złodziejstwa. W materiałach rozpracowywanych brak jest danych o działalności kontrrewolucyjnej i sprawa nie kwalifikuje się do prowadzenia przez nasz aparat” stwierdził na koniec.

Władze rozbudowały ROP-y we wszystkich ważniejszych przedsiębiorstwach. 1 listopada 1953 roku w zakładach przemysłu ciężkiego i strategicznego funkcjonowało 348 placówek ROP z 700 funkcjonariuszami. Zwerbowali oni ponad 2,6 tys. konfidentów.

 

Nowe normy i stare problemy

W marcu 1953 roku załoga Fabryki Samochodów Ciężarowych w Starachowicach przystąpiła do współzawodnictwa pracy. Słowo Ludu opisywało, że „w atmosferze wielkiej mobilizacji politycznej załogi, jaka nastąpiła po śmierci Chorążego Pokoju – Józefa Stalina, inicjatywę przodujących ludzi podchwyciły setki robotników, majstrów, techników, inżynierów Zakładów Starachowickich. Każdy z nich stara się osiągnąć lepszy wynik niż towarzysz. Świerta wykonuje 240 proc. normy, Miernik – 239 proc. Takie same lub podobne zobowiązania produkcyjne podjęły dziesiątki i setki innych robotników Zakładów. Załoga narzędziowni zobowiązała się całkowicie opanować produkcję specjalnego noża do obróbki typu „Komsomolec”.”

Partyjny dziennik przyznawał jednak, że „Na montażu jakość pracy była niedostateczna. Monter aktywista ZMP – Wiktor Saj wystąpił z inicjatywą długookresowego współzawodnictwa o pracę całkowicie bez braków. Rozpoczął on robotę pod hasłem „Po mnie sprawdzać nie trzeba”. Ruch ten stale rozrasta się” zapewniała gazeta.

Minister Tokarski uważał, że niedociągnięcia wynikały „ze słabego upolitycznienia akcji w pionach produkcyjnych, na wszystkich szczeblach naszego resortu brak było nastrojów i metod czynnej walki ze wszelkimi trudnościami powstałymi podczas jej przebiegu”.

Minister ostrzegł, że dalsze tolerowanie tego stanu rzeczy może doprowadzić do spadku wydajności, co już zaobserwowano w czerwcu 1953 roku, gdy wyniki okazały się gorsze od majowych. Zapowiedział, że 50 czołowych zakładów resortu przejdzie na nowe normy od 1 lipca 1953 roku.

Na Kolegium MPM 28 lipca 1953 roku dyrektor CZPMot ob. Tymieniecki relacjonował, że do 20 lipca wszystkie przedsiębiorstwa zarządu za wyjątkiem czterech zaostrzyły normy, przeciętnie o 8-9 proc. Na większości wydziałów normy zostały poważnie przekroczone, jak to stało się np. w Zakładach Starachowickich, poza odlewniami A i B. Tymieniecki zapowiadał, że stopień zaakordowania robót wzrośnie z 58,5 proc. do 62 proc na koniec roku.

Pomimo wprowadzenia nowych norm, nasilała się krytyka jakości Starów. Minister Tokarski zarządzeniem nr 172 z 16 października 1953 roku skierował do Zakładów Starachowickich grupę roboczą do zbadania przyczyn niskiej jakości produkcji. Cztery dni później, na Kolegium MPM wysłuchał raportu o jakości produkcji dyrektora Zakładów Starachowickich.

Czajka przyznał, że walka była niedostateczna, bowiem „średnio dziennie 15 silników idzie do poprawy z powodu stuków, zacieków, hałasu kół rozrządu”. Podkreślił, że fabryka zlikwidowała braki konstrukcyjne. Nie udało się zmniejszyć ilości braków odlewni z powodu braku lakieru olejoodpornego. Wskazał na brak dostaw jednorodnych jakościowo materiałów, „na które nie ma opracowanych warunków technicznych odbioru i wzorów gotowych wyrobów. Niedostateczna jest jakość elektrotechniki w tym rozruszników. Nie ma także uszczelek miedzianych”.

Kolegium argumentowało, że „Zakłady Starachowickie nie walczyły o poprawienie jakości, a jedynie o ilościowe wypełnienie planów, o czym świadczy zły montaż zespołów, przepuszczanie defektów przez kontrolę techniczną, ulgowe warunki odbioru sprężyn zaworowych, wypuszczanie na odpowiedzialność dyrekcji wybrakowanej produkcji”.

Kolegium alarmowało, że rośnie wartość reklamacji na Stary. Zobowiązało dyrekcję Zastar i CZPMot do opracowania technicznych warunków odbioru samochodów na wzór odbioru wagonów lub aut z Gorki. Zakłady miały opracować także warunki odbioru od poddostawców. Kolegium zobowiązało również dyrekcję Zakładów do zmian organizacyjnych, aby wyeliminować usterki silnika, tylnego mostu i innych mechanizmów.

 

Zjazdowy blamaż

Pomimo narzucanego przez partyjnych aktywistów współzawodnictwa, inwestycji i zmian organizacyjnych, produkcja wzrastała powoli i w 1953 roku sięgnęła 8,3 tys. Starów. Blamaż fabryki i całego zarządzania przemysłem nastąpił wiosną 1954 roku. Władze partyjne liczyły, że Zakłady Starachowickie wyprodukują 20-tysięczną ciężarówkę na II Zjazd PZPR, który odbył się w połowie marca 1954 roku.

Osiągnięcie byłoby tym bardziej godne podkreślenia, że premiera Starów miała miejsce podczas I Zjazdu partii w grudniu 1948 roku. Tymczasem jubileuszowy Star wyjechał z fabryki dopiero 12 maja. Uroczystość była bardzo skromna, nie pofatygował się na nią minister.

Gazety podały nawet informację, że Zakłady Starachowickie nie wykonały kwartalnego planu. Jakość starachowickich samochodów skrytykował ze zjazdowej trybuny sam Hilary Minc, który zarządzał gospodarką PRL.

W 1954 roku z taśmy montażowej zjechało 9,5 tys. Starów 20. Władzom nie udało się zakończyć inwestycji w fabryce. W latach 1950-1955 otrzymała 225 mln zł (56 proc. przewidzianych nakładów) i w 1955 roku wyprodukowała ponownie tylko 9,5 tys. ciężarówek.

Fatalne wyniki tłumaczył Sojka (Majewski) rosnącym zniechęceniem społeczeństwa. Już w 1949 roku zauważył, że: „Ucisk i wyzysk sprawił, że pracownik stał się apatyczny i zrezygnowany, pracuje bez najmniejszego zainteresowania, byleby odpracować dniówkę i nie spotkać się z jakimś zarzutem. Podświadomie „sabotuje” każdy. Warunki materialne zmuszają ludzi pracy do stałego przemyśliwania nad sposobami dodatkowego zarobkowania.

W tych warunkach zarządy fabryk zajęte są często obmyśliwaniem sposobów naciągania produkcji w ten sposób, że idąc po linii najmniejszego oporu, obniżają jakość produkcji, co specjalnie daje się we znaki i staje się z dnia na dzień coraz widoczniejsze.”

Tłumaczył, że w Polsce tamtego okresu przeważał system akordowy, płace zależały od przekraczania norm. Przekroczenie normy o 100 proc. zapewnia niemal dwukrotny wzrost wynagrodzenia. „Tragedia zaczyna się, gdy robotnik musi iść na rentę. Wynosi ona 2 tys. zł i odpowiada cenie pół kg herbaty” porównywał Sojka.  

W kolejnych latach warunki pracowników jeszcze bardziej pogorszyły się. Oficjalny wskaźnik płacy nominalnej w 1953 roku w stosunku do 1949 roku wynosił 203,7, gdy wskaźnik cen w sklepach uspołecznionych wyniósł 222,2, natomiast cen targowiskowych 270,0. Nastąpił dramat pauperyzacji społeczeństwa polskiego.

Niemal zamarło budownictwo mieszkaniowe, z braku mieszkań lokatorzy gnieździli się po cztery osoby w izbie. W 1952 roku oddano w całej Polsce do użytku 174,3 tys. izb mieszkalnych, z tego na wsiach tylko 33,7 tys.

Kwitł za to terror UB. W MBP pracowało w 1953 roku 35 tys. funkcjonariuszy, którzy mieli 85 tys. konfidentów, a centralna kartoteka wrogów klasowych liczyła 5,2 mln osób. W latach 1945-1956 przez więzienia bezpieki przeszło milion osób, czyli blisko 4 proc. społeczeństwa.

 

T&M nr 1/2022

Tekst: Robert Przybylski

              Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE