Isuzu D-Max po odświeżeniu

D-Max z roku modelowego 2025 stał się pikapem bardziej atrakcyjnym, z bogatym wyposażeniem, m.in. z nowym zestawem wskaźników.

Najłatwiej rozpoznać najnowsze wcielenie pikapa Isuzu po przednim zderzaku. Światła przeciwmgłowe, zwane przez starszych kierowców „halogenami”, zostały umieszczone w obramowaniach o poziomym kształcie (poprzednio w pionowym). W kabinie rzuca się w oczy zmieniona tablica wskaźników. Cyfrowy prędkościomierz zajmuje w niej centralną pozycję. Z prawej strony jest paliwomierz i wskaźnik temperatury cieczy chłodzącej silnik – ten bez wskazówki. Odpadła? Nie, tak ma być, jaśniej są wyświetlane odpowiednie pola. Układ przeniesienia napędu pozostał taki sam, czyli turbodiesel 1.9 o mocy 163 koni i przednia oś dołączana na sztywno plus reduktor. Podczas jazdy drogą ekspresową spalanie przekracza 9 l/100 km, ale nie sięga 10 l/100 km, no chyba że ktoś przekracza dozwoloną prędkość. D-Max okazał się zdecydowanie oszczędniejszy od 204-konnej Toyota Hilux 2.8, która na tej samej arterii S7, w identycznej późnojesiennej aurze zużywała w okolicach 11 l/100 km. W Isuzu spięcie napędu 4x4, bez pośrednictwa centralnego dyfra (4H) czuje się całkiem wyraźnie, więc jeżeli masz możliwość zwiększenia promienia zakrętu, to ją wykorzystaj, dla zdrowia auta. Wrzucenie reduktora (4L, na postoju i na luzie, N) powoduje automatyczne wyłączenie systemu stabilizacji toru jazdy ESC (Electronic Stability Control), w tym kontroli trakcji TCS (Traction Control System), ale także RCTB, Rear Cross Traffic Brake, systemu hamowania przy ruchu poprzecznym z tyłu pojazdu. Warto o tym pamiętać.

1 Kopiowanie 2 Kopiowanie 3 Kopiowanie 4 Kopiowanie

Do naszego testu trafiło auto w najbogatszej specyfikacji LSE AT (tylko ona ma ciemne alufelgi), czyli z automatem, sześciobiegowym. Do hamowania silnikiem albo do energicznego przyspieszania możesz wykorzystać tryb manualny. Tryb ten jest dostępny na centralnym tunelu, konkretnie po przestawieniu dźwigni biegów w prawo (łopatek przy kierownicy nie ma). Wtedy do przodu jest wyższy bieg, do tyłu niższy; wolę odwrotny kierunek pozwalający na „zbijanie” biegów podczas redukcji. Pikap sportowym wozem nie jest, jednak automat w trybie ręcznym do góry biegów nie zmienia. W dół, owszem, zmienia.

A dlaczego zamieszczamy fotografię instrukcji obsługi? Z dwóch powodów, po pierwsze że jest drukowana w pełnej postaci, a to obecnie, niestety, coraz rzadsze. Po drugie, w tym egzemplarzu z przebiegiem 5.600 km nikt wcześniej nie zdjął folii z instrukcji. Cóż, widocznie niektórzy dziennikarze wszystko wiedzą od razu i nie muszą niczego czytać.

5 lat albo 100 tys. km, taka jest długa, fabryczna gwarancja. 12 lat obowiązuje gwarancja na przerdzewienie karoserii, nie obejmuje ona skrzyni ładunkowej. Przeglądy Isuzu zaleca wykonywać co 20 tys. km, względnie co 2 lata.

5 Kopiowanie 6 Kopiowanie 7 Kopiowanie 8 Kopiowanie

Isuzu D-Max 1.9 LSE AT, czterodrzwiowy, pięciomiejscowy pikap, długość 5280 mm, szerokość 1870 mm, wysokość 1810 mm, bagażnik – brak danych, napęd 4x4 (stały na tył, ręcznie dołączany przód na sztywno, reduktor), czterocylindrowy, rzędowy turbodiesel, 1898 ccm, 163 KM przy 3.600 obr./min, maksymalnie 180 km/h, od 0 do 100 km/h brak danych, średnie spalanie 8,9-9,1 l/100 km, cena 179.950 zł netto (221.338 zł brutto), promocyjnie 166.454 zł netto (204.738 zł brutto).

 

Tekst i fot. Jacek Dobkowski

     

OBEJRZYJ ONLINE