Stacja Merc Jaworowscy

Jacek Dobkowski: – Wasza rodzinna firma powstała na początku przemian, w 1989 roku. Od razu specjalizacją były Mercedesy?

Dariusz Jaworowski: – Tak. Zajmujemy się teraz Mercedesami osobowymi, dostawczymi, ciężarowymi, busami, autobusami. Ojciec, Jan Jaworowski, jeździł na taksówce Mercedesem, ponieważ miał smykałkę naprawiał również samochody kolegów. Przekładał silniki z Mercedesa do Wołgi, stało się to dosyć popularne. Wtedy nie można było tak łatwo otworzyć działalności. Warsztat przy domu założył w nowych czasach, w 1989 roku, na początku pracował sam. Jedno stanowisko z kanałem, tylko tyle miejsca było. I tak tata zabrał cały ogród mamie. Na obecne miejsce przeprowadziliśmy się w 1994 r. Firma rozwijała się stopniowo. Po studiach przyszedłem do firmy, później tak samo brat Leszek. W księgowości jeszcze pracuje mama, Krystyna.

 

 

Dariusz Jaworowski ukończył studia z zarzadzania

 

 

 

 

 

 

JD: – Poza Mercedesami pojawiają się inne dostawcze i ciężarowe marki ?

DJ: – Robimy sporo Iveco, Fiatów Ducato i pokrewnych, dostawczych Renault. Volkswageny wzięły się stąd, że Crafter to w sumie Mercedes Sprinter. Skoro Craftery, to zajmujemy się i T5. Czasem bywa tak, że jakaś firma przyjeżdżała do nas Mercedesami, potem przeszła z różnych względów na inną markę, to wiadomo że takiego klienta nie będziemy się pozbywali. Dostawcze samochody nie są na szczęście jeszcze tak skomplikowane jak osobowe marek premium. Modele różnych marek są bardziej podobne do siebie, dlatego można na odpowiednim poziomie naprawiać kilka marek. W ciężarowych do pełnej obsługi potrzeba odpowiednich narzędzi diagnostycznych, my skupiamy się na Mercedesie. Inne marki przyjmujemy na naprawy mechaniczne.

JD: – Jakie awarie najczęściej zgłaszają posiadacze dostawczaków i ciężarówek?

DJ: – Powiem szczerze, że skupiamy się na stałej współpracy z klientami i oni przyjeżdżają praktycznie ze wszystkim. Nie specjalizujemy się w jakimś zakresie, na przykład w hamulcach, czy w układach paliwowych, naprawiamy kompleksowo wszystko. Nie mamy tylko lakierni, to zlecamy na zewnątrz, ale blacharkę robimy sami. Jesteśmy dla klientów stacją obsługi. Wiadomo, że jak ktoś przyjeżdża z dalszej okolicy, 40 czy 50 kilometrów, to z tematami skomplikowanymi, typu brak mocy, problemy z silnikiem, z osprzętem. Nie ukrywam, pewną renomę nasz zakład przez lata sobie wypracował.

JD: – Czym różnicie się od ASO?

DJ: – Na pewno cenowo. Roboczogodzina w ASO jest znacząco wyższa jak u nas. Wiadomo, że stawki uzależnione są od miejsca prowadzenia działalności, jednak koszt usługi jest u nas zdecydowanie niższy niż w ASO. Mają oni inną strukturę zatrudnienia, zaplecze obsługi klienta jest u nich bardzo rozbudowane, zajmuje się tym klientem więcej osób, ale on musi za to wszystko zapłacić. To są firmy duże i bardzo duże, zatrudniające często ponad 100 osób (u nas 20). Mają znacznie wyższe koszty. Posiadamy dwa oryginalne, licencjonowane testery diagnostyczne Mercedesa, Star Diagnosis, więc pod tym względem nie ma różnic.

 

 

 

 

                                                                      

 Biuro z bardzo dużym oknem na halę przeznaczoną dla mniejszych pojazdów

 

 

 

 

JD: – Iloma stanowiskami dysponujecie?

DJ: – Nowa hala, w której pracujemy od kilku miesięcy, została wybudowana w związku z planem stopniowego zwiększania zatrudnienia, dlatego na chwilę obecną mamy więcej stanowisk niż mechaników. W starej części, „osobowej”, cztery podnośniki, jedno stanowisko bez podnośnika, plus kanał na którym zmieszczą się dwa auta, czyli razem siedem. W nowej części trzy 18-metrowe stanowiska z kanałami, wjadą trzy ciężarówki, albo sześć dostawczych. Mieliśmy przed rozbudową tylko jedno stanowisko, gdzie wchodził jeden duży samochód dostawczy wysokości około 4 metrów. To było za mało, niektórzy klienci „uciekali”. Trzy kanały w ciężarowej części rozwiązują też takie sytuacje, kiedy samochód zostaje rozebrany i musi czekać na części. Wypchnąć ciężarówkę z hali nie jest tak prosto, więc może ona poczekać pod dachem. A płynność pracy zostaje zachowana.

 JD: – Części skąd bierzecie?

DJ: – Współpracujemy z wieloma hurtowniami. Dostępność części u różnych dystrybutorów jest podobna, ale nie kupujemy u takich, którzy pomylili działalność hurtową z detalem. To temat rzeka… Są hurtownie, nawet bardzo duże, dające niemal hurtowe rabaty detalistom. Bierzemy też dużo części z ASO. Takie są wytyczne Mercedesa, że nie można kupować ich z centralnego magazynu importera, tylko od wybranego dealera. Mamy też tego typu zasadę, że nie naprawiamy na częściach klienta. Wyjątki trafiają się zupełnie sporadycznie przy elementach typu silnik czy skrzynia biegów. Co do zasady, my kupujemy części, my zakładamy, my ponosimy odpowiedzialność. Zdarza się przecież, że początkowa diagnoza nie jest trafna. Nie ma wtedy problemu, że klient kupił jakiś element, a potem musi szukać następnego. To jest moje ryzyko, że mogłem się pomylić, albo że część się zepsuje. Moja marża to jest zarobek za moje ryzyko. Klient płaci za efekt, nie za to, że ktoś coś próbował. To najuczciwsze rozwiązanie.

JD: – Rozumiem, że na brak doświadczenia załogi nie może Pan narzekać?

DJ: – 80 procent to ludzie, którzy byli u nas uczniami. Najstarszy „chłopak” jest w moim wieku, ma 41 lat, a w tym roku ma 21 lat stażu pracy. Tylko że z tymi uczniami jest tak, że ostatni który został na mechanika, to było chyba 12 lat temu. Młodzież bardziej widzi siebie jako przedstawicieli handlowych, z samochodem, komórką. Przy samochodach trzeba pracować fizycznie, ubrudzić się i także sporo myśleć. Większość uczniów nie chce przyjmować wiedzy i nie chce pracować w tym zawodzie. Nie wiem, dlaczego w takim razie idą do szkoły na mechanika. Mimo wszystko uczniów szkolimy cały czas, co roku przyjmujemy kilku z pierwszej klasy, dzięki temu udaje się czasami znaleźć kogoś wartościowego.

 

 

 

 

 

 

W nowej hali, oddanej do użytku w tym roku są obsługiwane większe auta

 

 

 

JD: – Jakie są największe korzyści z przynależności do sieci Boscha?

DJ: – Według mnie najcenniejsze we współpracy z Boschem jest to, że co pewien czas przyjeżdża ktoś i zwraca uwagę na nieprawidłowości. Większość właścicieli warsztatów w sieci pracuje przy samochodach i są dość zabiegani. Zawsze są rzeczy, które można poprawić w firmie, czasem człowiek coś zauważa, ale brakuje czasu. Standardy obsługi klienta mogą wydawać się uciążliwe, ale zabezpieczają w razie ewentualnych sporów. Na przykład jak się samochód odpowiednio przyjmie, opisze, to przy wydawaniu nie ma problemu.

JD: – Dziękuję za rozmowę.

 

Tekst: Jacek Dobkowski

T&M nr 9/2015

(podpisy)

 

 

Add comment

Security code Refresh

            Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE