125 lat minęło

 

Niemiecka firma wciąż się rozwija, z pewnością jej kierownictwo nie zamierza osiadać na laurach. Obchody w miasteczku Altenberge koło Munster, gdzie mieści się jeden z zakładów produkcyjnych, zostały zaplanowane z rozmachem. W olbrzymim namiocie zmieściło się 2200 gości z 50 państw. Program artystyczny obejmował m.in. pokazy cyrkowe i występy muzyków. Wiele zepsuła jednak pogoda, nie było mowy o biesiadzie na dworze (a wszystko przygotowano). Zamiast pięknego, późnoletniego wieczoru panowała aura niczym z końca listopada. Zimno, szalejący wiatr, zacinający deszcz, nikt by się specjalnie nie zdziwił, gdyby spadł… śnieg.

 

Od zakładu  kowalskiego

         Franz Heinrich Schmitz (1856 – 1943) zaczynał w 1892 r. od zakładu kowalskiego. Trzeba dużej determinacji, konsekwencji i czysto biznesowych umiejętności czterech pokoleń Schmitzów, żeby przejść drogę do przedsiębiorstwa wytwarzającego rocznie około 57 tysięcy pojazdów i zatrudniającego 5700 ludzi. Poza Niemcami zakłady Schmitza są w Hiszpanii, Rosji, Chinach (joint venture z Dongfengiem), na Litwie i w Turcji. Gwoli ścisłości, pod koniec XIX stulecia nie powstał żaden pojazd marki Schmitz, taki pojawiły się dopiero przed II wojną światową, w 1935. Istotne etapy dla Schmitza to cud gospodarczy w początkach Republiki Federalnej, potem ekspansja na Bliski Wschód od 1974 r., co w ogóle zapoczątkowało eksportowy boom.

         Jednak nie zawsze Schmitz był tak potężny jak obecnie. Firma rosła stopniowo nabierając rozpędu. W książce wydanej z okazji jubileuszu, pt. „1892 – 2017” znajduje się zestawienie niemieckich producentów naczep z roku 1955. Otóż wtedy Schmitz nie mógł jeszcze niczym szczególnym się pochwalić, był dopiero… 20. w naczepach wieloosiowych. Liderował w tej kategorii Kassbohrer.  

Marka w obecnym brzmieniu, Schmitz Cargobull, istnieje od 1982, zaś rok później zadebiutował doskonale znany znak firmowy – niebieski słoń z uniesioną trąbą.

         Wspomniałem o czterech pokoleniach, obecnie rządzi rodzinną spuścizną Andreas Schmitz. Doprawdy to wyjątkowe, aby motoryzacyjnym biznesem, z takim stażem, wciąż kierowali członkowie rodziny, w dodatku spadkobiercy w linii męskiej, czyli o tym samym nazwisku co założyciel. Wszak, przykładowo  na czele firmy Renault dawno nie ma pana Renault, a w zarządzie Mercedesa nie uświadczysz Daimlerów czy Benzów. Z firm związanych z motoryzacją podobnie jak w Schmitzu dzieje się w austriackim Kapschu, znanym u nas jako operator via Toll – 125 lat i potomek założyciela o tym samym nazwisku na czele.  

 

Lider, także w regionie

         Schmitz Cargobull jest liderem w naczepach i zabudowach na świecie jak również w naszym regionie. W Polsce, Czechach i Słowacji – taki rynkowy podział stosuje Schmitz – udział wynosi 29 proc. Jeszcze lepiej sprzedaje się Schmitz w krajach nordyckich (43 proc.), Europie Centralnej (46 proc.), Europie Wschodniej (Białoruś i Rosja, 47 proc.). Wysokie rezultaty, nie tylko w tych rejonach, nie byłyby możliwe bez oferowania produktów finansowych, części zamiennych i serwisu, układów telematycznych, czy odkupu używanych pojazdów. Dla klientów coraz większą rolą niż cena samego towaru odgrywają całkowite koszty użytkowania, total cost of ownership (TCO). 

    

 

Rzut oka na przyszłość

Sporo uwagi podczas konferencji prasowej niemieccy gospodarze poświecili przyszłości. Schmitz zaangażował się w projekt TransFormers, zmierzający do obniżenia emisji dwutlenku węgla do 25 proc. dzięki zmianom w naczepie, przy standardowych ciągnikach siodłowych. Projekt jest popierany przez Komisję Europejską. Modyfikacje naczepy mają iść w trzech kierunkach: aerodynamiki, wykorzystania ładowności, odzyskiwania energii hamowania. Szacunki są takie, że samo zastosowanie aerodynamicznych owiewek, nie tylko na osie, powinno zredukować emisję CO2 o  9 proc. Ruchomy dach, poprawiający opływ powietrza to kolejne 4 proc.

Następny krok to ciężarówki autonomiczne, poruszające się w konwojach. Schmitz widzi duże możliwości również w wykorzystaniu narzędzi informatycznych ułatwiających zarządzanie taborem, maksymalne jego wykorzystanie. Tak rozumiana cyfrowa era transportu w zasadzie już się zaczęła. Niezależnie od tego, jak potoczą się losy Schmitza w najbliższych latach, firma zapowiada kolejny, okrągły jubileusz na rok 2042, będzie to 150-lecie.

 

T&M nr 9/2017

Tekst: Jacek Dobkowski

            Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE