Teraz Norwegia i Francja

 

W Norwegii jest oczywiście drogo, choć pewne warunki zostały złagodzone od 12 października ub.r. Poprzednio słynna płaca minimalna dotyczyła kabotażu i transportu transgranicznego, a więc takiego, w którym załadunek, rozładunek, względnie doładunek następuje w Norwegii. Od 12 października odnosi się do kabotażu, oraz transportu kombinowanego, czyli modalnego, z wykorzystaniem na przykład ciężarówek i pociągów. Zniknął z listy – i dobrze – ruch transgraniczny. Ale nadal godzinowa stawka dla pracowników oddelegowanych przez spółki mające siedzibę poza granicami Norwegii wynosi 158,32 norweskich koron, w przybliżeniu 17 euro, czyli jakby nie liczył, ponad 70 zł! Tyle podstawowego wynagrodzenia. Do tego należy się dieta 307 koron, natomiast opłata za nocleg wynosi jedną trzecią diety za każde rozpoczęte 8 godzin, 102,33 korony. Tak przedstawiają się obowiązki płacowe. Poza nimi na pracodawcy spoczywa obowiązek udokumentowania tego wszystkiego.

 

Morderczy Macron

Ustawa Macrona z 6 sierpnia 2015 r. ma w tytule „równe szanse gospodarcze”. Rozporządzenia wykonawcze na szczęście nieco się opóźniły, tak więc prawo Macrona powinno wejść dopiero w połowie bieżącego roku. Na szczęście. Generalnie prawo Macrona polega na szerszym zastosowaniu zasad delegowania do zagranicznych pracowników wykonujących prace we Francji. Odnosi się nie tylko do kabotażu, ale do wszelkich innych operacji mających miejsce we Francji, z wyjątkiem tranzytu. Tak więc przewozy do i z Francji staną się droższe i obarczone nowymi obowiązkami administracyjnymi.  

Wprawdzie minimalna, francuska stawka SMIC równa się 9,61 euro za godzinę, ale nie tylko na tym polega uciążliwość ustawy. Zacznijmy od tego, iż owe 9,61 euro może zostać powiększone, bo generalnie najważniejsze są zasady wynikające z francuskiego układu zbiorowego dla sektora transportu SUZP. Po prostu w razie rozbieżności będzie obowiązywała wyższa stawka, ta z SUZP. A na pewno trzeba powiększyć wypłatę w związku z wysługą lat, do 8 proc. po 15 latach. Wszystko wskazuje na to, że każdy element „zagranicznego” wynagrodzenia będzie interpretowany na podstawie francuskich standardów, przepisów, wedle uznania francuskich władz.

Radca prawny Zuzanna Machowska podkreśla, że pracodawca będzie musiał mieć swego przedstawiciela we Francji. Wstępną deklarację związaną z prawem pracy pracodawca musi złożyć po francusku i on line. Deklaracja musi zawierać szczegółowe dane o pracodawcy, delegacji, przedstawicielu we Francji, oraz o godzinach pracy. Nowe rozwiązania mają zwalczać dumping socjalny. Co kryje się za tym stwierdzeniem? Ano to, że oddelegowani pracownicy (czytaj: kierowcy) muszą korzystać z takich samych praw jak Francuzi. Wiążą się z tym np. indywidualne i zbiorowe uprawnienia, wynagrodzenie za nadgodziny, przepisy w zakresie równych praw kobiet i mężczyzn, prawo do strajku, zasady BHP.

Kary za niezgłoszoną pracę lub za niewłaściwe płacenie minimalnych stawek będą wynosiły, odpowiednio, 2.000 euro i do 500.000 euro (słownie: pięćset tysięcy). W tym drugim przypadku oznacza to aż 50-krotny wzrost, z 10.000! Wprowadzono wspólną odpowiedzialność zagranicznego pracodawcy i odbiorcy usług. Logiczne – odbiorca usług będzie, we własnym interesie, pilnował polskiego, czy innego zagranicznego przewoźnika. Kolejną sankcję stanowi okresowe zawieszenie działalności we Francji na okres do jednego miesiąca, na żądanie urzędnika dokonującego kontroli. Za bezpodstawne zawieszenie działalności można będzie dochodzić odszkodowania w oparciu o ogólne przepisy francuskiego prawa. Trzeci rodzaj kar – za brak płatności za nadgodziny będzie mogło zostać wszczęte postępowanie karne. I żeby nie było żadnych wątpliwości, zagraniczni pracodawcy (oddelegowani pracownicy) mogą podlegać kontroli inspektoratu transportu na całym terenie Francji.

 

Kosztowny MiLoG

Niemieckie regulacje, powszechnie znane pod skrótem MiLoG (Mindeslohngesetz), są groźne nie tyle z powodu procedur, ile przez koszty, które się z nimi wiążą. Jak pokazały pierwsze kontrole, Niemcy znają polskie przepisy i nie są nastawieni tylko na karanie. Badania agencji Deloitte dowodzą jednak, że polscy przewoźnicy obawiają się utraty zysków. W pesymistycznym wariancie MiLoG może spowodować ujemną marżę u 42 proc. z ponad tysiąca przepytanych polskich przewoźników. Średni wzrost kosztów w firmie, przez MiLoG, jest szacowany na 600 tys. zł rocznie.

T&M 2/2016

Tekst: Jacek Dobkowski

Add comment

Security code Refresh

            Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE