Inspekcja Transportu Drogowego

 

Cóż z tego, że od nowego roku straże gminne nie będą mogły korzystać z fotoradarów, skoro w grudniu br. Inspekcja Transportu Drogowego (ITD) ma zamiar uruchomić odcinkowy pomiar prędkości, oraz monitoring przejazdu na czerwonym świetle. Nawet jak się spóźni, niewielka pociecha. Będzie tak – odcinkowy pomiar prędkości ruszy na 29 fragmentach dróg, przeważnie w środkowej i południowej Polsce. Najkrótszy odcinek, w Gorzycach (śląskie), mierzy 0,85 km, najdłuższy między Kisielnicą i Stawiskami (podlaskie) aż 6,21 km. Podstawowy element to kamery na początku oraz na końcu odcinka, zapisujące precyzyjnie moment wjechania pojazdu na daną trasę oraz jej opuszczenia. Na podstawie czasu przejazdu i długości odcinka będzie wyliczana średnia prędkość. Łączny koszt zakupu oraz instalacji 29 zestawów to ok. 9 mln zł. Jak wyjaśnia ITD, podstawowymi kryteriami branymi pod uwagę w typowaniu lokalizacji były: stan bezpieczeństwa ruchu drogowego, warunki techniczne dla urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i ich umieszczania na drogach publicznych, a także jednolite limity prędkości na całej długości odcinka. Pomocne okazało się opracowanie przygotowane na zlecenie Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD) przez specjalistów z Politechniki Gdańskiej oraz Politechniki Krakowskiej o tytule liczącym ponad 30 wyrazów, więc za długim do cytowania. „Krokodyle” wzięły również pod uwagę planowane remonty dróg, tak obiecują.

 

Czerwone znaczy stop!

ITD założyła 20 zestawów do rejestracji przejazdu na czerwonym świetle, których działanie jest oparte o tzw. wideodetekcję. Łącznie na tę sieć multiwizyjną – tak się fachowo zwie – złoży się ponad 200 kamer wysokiej rozdzielczości. Kamery nagrają zarówno tył jak i przód pojazdu, który wjechał na czerwonym. Koszt zakupu oraz instalacji jednego zestawu wyniósł ok. 350  tys. zł. Gdy pomnożymy to przez 20, wyjdzie 7 mln zł. Ciekawe, że żadne z 20 skrzyżowań nie znajduje się w dużej aglomeracji. Są to ruchliwe krzyżówki we wsiach i mniejszych miastach, co najwyżej takich jak Piła (wielkopolskie), czy Stalowa Wola (podkarpackie). Karanie za czerwone i za odcinkowy ma przebiegać tak samo, jak dotychczas za nadmierną prędkość wyłapaną przez fotoradar ITD, czyli ustalanie właściciela pojazdu zostanie powierzone komputerom.

 

Na dokładkę fotoradary

Poza tym ITD ma 100 nowych fotoradarów, za ok. 19 mln zł, przez co ich liczba w kraju wzrośnie do 400. Nowe fotoradary zaczną działać pod koniec br. W GITD istnieje CANARD, Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. W tymże centrum jest wydział analiz i z niego właśnie otrzymałem odpowiedzi na pytania, które posłużyły do napisania tego artykułu. Tylko że zabrakło odpowiedzi na najważniejsze pytanie: „po co to jest robione?” Ku memu zaskoczeniu nie uraczono mnie piarowską paplaniną o potrzebie zwiększenia bezpieczeństwa ruchu. Tak więc ITD nawet nie stara się podtrzymywać pozorów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że chodzi o łupienie kierowców, o wyciąganie z ich portfeli kolejnych pieniędzy. Każdy kto choć raz otrzymał list po przekroczeniu szybkości zarejestrowanym przez fotoradar ITD wie, że może np. wpłacić 100 zł i dostać 4 punkty, albo 500 zł i bez punktów. Masz dużo punktów, płać więcej. Pieniądze z nowych „pułapek” na kierowców trafią do Krajowego Funduszu Drogowego (KFD). Tak jak każda grzywna nakładana przez ITD za pomocą „urządzeń rejestrujących”. Na szczęście tam, a nie do budżetu, bo KFD ma za celu m.in. współfinansowanie budowy i przebudowy dróg krajowych realizowanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, zwaną potocznie „Gdaką”. I jeszcze jedno – reakcja policji. Zaraz po wysłaniu maila z pytaniami do Komendy Głównej Policji zadzwonił rzecznik, inspektor Krzysztof Hajdas. Oznajmił, że te urządzenia nie są ich i nie będzie się wypowiadał. Próbowałem argumentować, że przecież dotyczą dróg, które patroluje drogówka. Rzecznik zdania nie zmienił.

 

T&M nr 10/2015

Tekst: Jacek Dobkowski

Zdjęcia: T&M

Add comment

Security code Refresh

            Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE