A teraz ciężarowe

Z Konradem Bronikowskim, właścicielem firmy Bosch Service Bronikowski w Parczewie (Lubelskie) rozmawia Jacek Dobkowski.

Jacek Dobkowski: – Prowadzi pan w Parczewie dwa serwisy należące do sieci Boscha, przy ul. Kosmonautów 3 i przy ul. Lubartowskiej 17. Rozmawiamy w nowym obiekcie przy Lubartowskiej, od jak dawna on funkcjonuje?

Konrad Bronikowski: – Jest otwarty od sierpnia 2015 r., od półtora roku naprawiamy tu samochody.

 

JD: – Na Kosmonautów było za mało miejsca?

KB: – Tamten obiekt został przebudowany z warsztatu blacharsko-lakierniczego, który kiedyś prowadzili rodzice, jeszcze w latach 90. Z czasem powstał pomysł wybudowania galerii handlowej na placu obok tego serwisu. Nasza rodzinna firma oprócz serwisów samochodowych ma inną działalność, handlową. Po powstaniu galerii możliwości tamtego obiektu zostały znacząco ograniczone, nie dawał on możliwości „wejścia” w samochody powyżej 3,5 tony. Problemy były już z dostawczymi. Stąd pomysł, żeby otworzyć drugi obiekt za miastem i poszerzyć zakres usług właśnie o większe pojazdy. Prowadzimy na Lubartowskiej okręgową stację kontroli pojazdów, więc przyjeżdża tu sprzęt rolniczy. Teren, na którym jesteśmy jest stricte rolniczy, nie ma dużych firm transportowych. Bazujemy tak naprawdę na lokalnych przedsiębiorcach i rolnikach.

 

JD: – Nowy serwis ciężarowy, jak zdobyć klientów?

KB: – W „osobówce” jesteśmy na lokalnym rynku od 2003 r., wcześniej, tak jak wspomniałem, rodzice prowadzili warsztat blacharsko-lakierniczy. Od co najmniej 14 lat mamy kontakt z lokalnymi przedsiębiorcami, wiemy kto w swoim taborze posiada też samochody ciężarowe. Staraliśmy się przed otwarciem serwisu na Lubartowskiej informować o tym klientów, którzy mają duże samochody. Także na etapie budowy tego obiektu, bo współpracowaliśmy z lokalnymi przedsiębiorcami, z firmami, które handlują materiałami budowlanymi, kruszywami, betonem. Ciężarówek na placu budowy przewinęło się dużo. Trzeba wychodzić naprzeciw klientom, ciągle trzeba ofertować, ciągle utrzymywać kontakt.        

 

JD: – Jak wygląda ofertowanie?  Wysyła pan maile, ulotki?

KB: – Reklama prasowa, spotkania indywidualne, mailing, ulotki, uczestnictwo w lokalnych wydarzeniach sportowych czy miejskich. Staramy się wykorzystywać każdą możliwość do tego, żeby informować naszych klientów, co robimy, jak robimy.    

 

JD: – Nowy serwis jest duży, ładny, ma logo Boscha. Czy nie pojawia się obawa, że będzie tu drogo?

KB: – Wie pan, pewna grupa klientów może bać się, że jak jest ładny obiekt, to będzie drogo. Walczymy z tym robiąc chociażby różne sezonowe akcje promocyjne. Chodzi o to, żeby klient pojawił się tutaj, a potem na bieżąco poznał zakres usług, nasze ceny.    

 

JD: – Są klienci z zagranicy?

KB: – Trafiają się, natomiast nie mamy takich stałych klientów. Przyjeżdżają do parczewskich czy okolicznych firm i jeżeli są problemy w samochodach, zjawiają się u nas.

 

JD: – Klienci dbają o dostawcze i ciężarowe auta, czy przyjeżdżają dopiero gdy objawy są poważne?

KB: – Przez to, że dbamy o samochody klientów, że robimy dużo napraw bieżących i przeglądów eksploatacyjnych, to rzadko się zdarza, że ktoś przyjeżdża samochodem naprawdę zaniedbanym. Mogę więc powiedzieć, że duża część klientów – bo oczywiście nie wszyscy – dba o samochody.

 

JD: – Czy nastawia się pan na jakieś marki?

KB: – Przyjmujemy wszystkich, natomiast ten pierwszy rok pokazał, że najwięcej trafia MAN-ów, DAF-ów i Mercedesów. Klienci mają takie auta, po gwarancji. Oczywiście przyczepy i naczepy także obsługujemy.

 

JD: – Wykorzystuje pan stację kontroli do diagnostyki?

KB: – Często naprawy zaczynają się na stacji kontroli, od diagnostyki na przykład hamulców. Na stacji można także sprawdzić układy jezdne, zawieszenia. Poza tym na stacji często kończymy, wykonując kontrolę po naprawie, wydruk zostaje w dokumentacji pojazdu prowadzonej przez nas. Nie wyobrażam sobie, jak można na przykład naprawiać hamulce nie mając możliwości dokładnego ich sprawdzenia. Stacja bardzo dobrze uzupełnia serwis. 

 

JD: – Jakie kupował pan wyposażenie stacji?

KB: – Od początku bazujemy na wyposażeniu boschowskim, mamy podstawową stację przy ul. Kosmonautów. Tutaj, na Lubartowskiej też mamy dużo sprzętu boschowskiego. Natomiast Bosch nie ma w swojej ofercie dużej linii diagnostycznej, więc kupiliśmy linię firmy Beissbarth.     

 

JD: – Testery Boscha?

KB: – Tak, bazujemy na testerach Boscha.

 

JD: – Części zamienne - ma pan jedno, główne źródło zaopatrzenia, czy więcej?

KB: – W tej chwili nie da się bazować na jednej hurtowni.  Współpracujemy z wieloma hurtowniami, głównie z rynku lubelskiego, które działają w sieciach ogólnopolskich. Z logistyką nie ma problemu, dowożą na miejsce. Najczęściej z częściami ciężarowymi jest u nas Inter Cars, dowozi także Suder. Prowadząc serwis osobowy i ciężarowy wysyłamy też raz dziennie swój samochód po części do Lublina, nie da się inaczej.   

 

JD: – Co jest najtrudniejsze w branży naprawy samochodów różnej wielkości?

KB: – Walka o klienta, ale też ściągalność pieniędzy. W osobowych nie ma tego problemu, większość napraw jest gotówkowych. Na początku nie było łatwo o mechaników. Zatrudniłem dwóch ludzi, którzy wcześniej pracowali w lubelskich ASO, a pochodzili z tego terenu. Jeden w Mercedesie, drugi w MAN-ie, więc bardzo dobrze się uzupełniają.   

 

JD: – Z Boschem jest pan związany od 2003 r. Rozumiem, że obie strony są zadowolone skoro trwa to już 14 lat?

KB: – Do sieci weszliśmy przy otwarciu pierwszego serwisu. Współpraca świetnie się układa. Jesteśmy zadowoleni, myślę że firma Bosch też.  

 

JD: – Dziękuję za rozmowę.

T&M nr 3/3017

Tekst: Jacek Dobkowski

 

              Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE