Robimy wszystko

Z Krzysztofem Ćwiekiem, właścicielem firm Moto-Tech i Bosch Service Agmat w Biłgoraju (Lubelskie) rozmawia Jacek Dobkowski.

 

JD: – Co przewoźnik może zrobić u Pana, w Biłgoraju przy ul. Komorowskiego 20?

KĆ: – Może zrobić wszystko. Od drobnych napraw począwszy, przez naprawy zawieszenia , hamulców, układów jezdnych po remonty silników, skrzyń biegów, mostów – w te tematy wchodzimy głęboko. Nie mamy żadnej specjalizacji, robimy wszystkie marki aut, naczep, przyczep. Biłgoraj jest małym miastem i nie można sobie pozwolić na specjalizację. Tutaj musimy obsługiwać całą gamę, choć muszę przyznać, że klienci posiadają sporo Volvo i DAF-ów. Mamy serwis ogumienia, pomoc drogową, okręgową stacją kontroli pojazdów, myjnię TIR, montujemy i serwisujemy ogrzewania postojowe. Wykonujemy też usługi blacharskie i lakiernicze, mamy dwóch blacharzy. Do lakierni cały samochód nie wjedzie, mamy kontener na elementy, czy na przykład na wyjętą kabinę. Stacja kontroli to duże udogodnienie, jest pomocna w diagnostyce. Na przykład przyjeżdża ktoś z niesprawnymi hamulcami. Trzeba by ściągać koła, kombinować, a wystarczy wjechać na stację. Robimy wydruk i wiadomo, które koło, jaka siła, co trzeba rozbierać, co naprawiać. Po naprawie 95 proc. klientów życzy sobie, żeby wjechać na stację, żeby mieć pewność. Własna stacja jest bardzo przydatna, gdy ma się duży warsztat. Załoga w Biłgoraju liczy 20 mechaników. Część robi silniki, część skrzynie biegów itd. Jest chłopak, który zajmuje się tylko elektroniką, inny ogrzewaniem postojowym.         

 

JD: – Klienci wybierają wodne czy powietrzne?

KĆ: – Raczej suche, czyli powietrzne, zajmujemy się dwiema głównymi markami, Webasto i Eberspaecher. Jeżeli ktoś kupił samochód z wodnym, to wiadomo, że będzie użytkował takie ogrzewanie. Volvo stosuje wodne ogrzewanie, podczas gdy inne marki powietrzne. Sezon na ogrzewania zaczął się teraz, ale generalnie cały rok jest co z nimi robić. Teraz zdarzają się takie naprawy, że mechanik wyciąga ogrzewanie, kładzie na stół, wszystko sprawdza, mierzy, czyści, tak kompleksowo, żeby przez całą zimę niezawodnie chodziło. Tak robią bardziej roztropni właściciele pojazdów. Może się coś wydarzyć, ale raczej nie powinno. Człowiek zajmujący się u mnie ogrzewaniami, w lecie robi klimatyzacje, jest to jedno z drugim powiązane.

 

JD: – Biłgoraj leży niedaleko wschodniej granicy. Są klienci z Ukrainy na przykład?

KĆ: – Ostatnimi czasy zabrakło nam Ukrainców, przyjeżdżają, ale zdecydowanie mniej niż kiedyś. To dobry klient, płaci tylko gotówką. Niektórzy twierdzą, że Ukraińcy chcą naprawiać na częściach nieoryginalnych. To mit, moim zdaniem więcej Polaków decyduje się na nieoryginalne części. 

 

JD: – Poza Ukraińcami, klienci to Biłgoraj i okolice?

KĆ: – Tak, mamy też klientów z Janowa, z Tomaszowa. czy innych części Lubelskiego. W Biłgoraju jest fabryka mebli, fabryka opakowań, a niedaleko w Zwierzyńcu inna duża fabryka mebli. Tak więc jest co wozić, dużo ciężarówek jeździ w tych okolicach, część trafia do mego serwisu. Są też klienci z Podkarpacia, mam punkt w Stalowej Woli. W tej chwili dzierżawię teren, ale mam działkę i pozwolenie na budowę. Będę stawiał podobny kompleks jak ten tu, z okręgową stacją kontroli pojazdów i myjnią. Myślę, że na koniec przyszłego roku będzie czynny. Na razie firma burzy budynek, mieliśmy to remontować, ale nie dało się go zaadaptować. 

 

JD: – Jeździ Pan codziennie do Stalowej Woli?

KĆ: – Nie muszę, mam tam zaufanych ludzi. Za wszystko jest odpowiedzialny kierownik. Wiadomo, że po skończeniu inwestycji zwiększymy zatrudnienie. 

 

JD: – A jak Pan ocenia dbałość przewoźników o sprzęt w porównaniu z tym co było kiedyś?

KĆ: – Myślę, że bardziej dbają. Ten czas minął, kiedy liczyła się tylko cena, a nie jakość. Dzisiaj generalnie, ci co mają lepsze floty, jeżdżą na zachód, to nie ma rozmowy o jakichś zamiennikach. Części oryginalne, a opony typu Dunlop, Goodyear, Michelin.

 

JD: – Górna półka...

KĆ: – Wszystko z górnej półki. Chińskich opon sprzedajemy sporo, ale tylko firmom budowlanym. W tej branży ryzyko uszkodzeń jest duże, żywotność może być krótka, a chińska budowlana jest ponad 50 proc. tańsza niż markowa.

 

JD: – Ma pan wóz serwisowy do opon albo do innych napraw?

KĆ: – Jest bus z wyposażeniem do napraw poza warsztatem, ale nie do opon. Ostatnio dwóch chłopaków jeździło do Wiednia, nawet nie tym busem, tylko samochodem zastępczym, osobówką. Samochód stałego klienta stanął, serwis tam stwierdził, że kaseta, zażyczył prawie 6 tysięcy euro. Moi ludzie pojechali, klient zapłacił może z tysiąc euro. Do tej naprawy właściwie wystarczył elektryk i laptop. Do opon nie jeżdżę, bo ceny takich usług są niskie. Każda usługa musi mieć jakiś sens, na tym trzeba coś zarobić.   

 

JD: – Należy Pan do sieci Leader Service (ciężarówki) oraz do Bosch Service (osobowe). Nie ma konfliktu?

KĆ: – Nie ma konfliktu interesów. Panowie z Boscha sami mi to zaproponowali, jak poprzedni serwis przestał działać w tej sieci. Bosch proponuje dużo szkoleń, to jest ważne. Wcześniej nie robiłem osobowych, obecnie są dwa stanowiska, obok w nowym budynku powstaną trzy następne. Podobnie jak w Stalowej Woli będzie to nowy budynek w miejscu zburzonego.

 

JD: – Skąd części zamienne?

KĆ: – Bierzemy praktycznie ze wszystkich firm. Braliśmy bardzo dużo z Foty, ale ona jest w upadłości.

 

JD: – Dziękuję za rozmowę.

 

Tekst: Jacek Dobkowski

T&M nr 11/2016

              Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE