Liczy się jakość

Z Andrzejem Kapuśniakiem, właścicielem Warsztatu Samochodowego w Hedwiżynie koło Biłgoraja (lubelskie) rozmawia Jacek Dobkowski.

Jacek Dobkowski: – Lato w pełni, rozmawiamy w połowie lipca, ale panu, jak widzę, zajęcia nie brakuje?
Andrzej Kapuśniak: – Czasem mam urwanie głowy.

JD: – Skąd tylu klientów? I jak ich utrzymać?
AK: – Z regionu, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, ale są i z dalszych stron, bo zajmujemy się trochę nietypowymi rzeczami, takimi jak naczepy do transportu ponadgabarytowego, albo cysterny. Klienta utrzymuje się bardziej jakością niż ceną. Nie zabiegam o tych, którzy chcą najtaniej.  

JD: – Jest sezonowość?
AK: – Nie ma reguły, nie da się tego przewidzieć. Zaplanować można tylko remonty gabarytów, piaskowanie, malowanie. Jest „fala” na blacharkę, a za miesiąc na mechanikę. Na blacharni i lakierni więcej pracy jest w lecie niż zimą. Naprawy mechaniczne, elektryczne wykonujemy cały czas, obsługujemy także mniejsze auta, dostawcze i osobowe. Zacząłem właśnie z wulkanizacją opon ciężarowych i osobowych , zobaczę, jak będzie z sezonowością w tej branży. Jesienią wulkanizacja ruszy na dobre. Takie były sugestie ze strony klientów, żeby przy okazji innych prac zrobić także koła.

JD: – Czy ma znaczenie położenie tuż przy trasie?
AK: – Na pewno, dość często trafiają klienci z drogi z uszkodzonymi przewodami czy innymi awariami, na wulkanizację.

JD: – A jeśli chodzi o dbanie o auta przez przewoźników, czy jest lepiej niż na przykład kilka lat temu?
AK: – Zdecydowanie lepiej. Mocniejsze finansowo firmy wymieniają floty na nowe, lub na młodsze, ewentualnie remontują nadwozia (piaskowanie, lakierowanie). Bez regularnych przeglądów nie da się jeździć, musi być obsługa na bieżąco zrobiona. Przewoźnicy starają się zapobiegać awariom, przynajmniej ci których obsługuję.  
 
JD: – Czy ASO to dla pana konkurencja?
AK: – Żadna. Mam wielu swoich, stałych klientów z autami po gwarancji.

JD: – Należy pan do Q-Service Truck. Co to daje w praktyce?
AK: – Co daje? Przede wszystkim spotkania z właścicielami podobnych warsztatów jak mój. Nie jesteśmy dla siebie konkurencją, jeden jest od drugiego oddalony. Gdy mam problem, albo mój klient w trasie, mogę zadzwonić do kolegi z sieci i poprosić o pomoc. Miesiąc temu z mojej pomocy skorzystał kierowca z Rumunii, który miał awarię w Nisku. Gdybym nie był w Q-Service Truck, nie miałbym tego zlecenia. Oprócz tego, tak jak inne warsztaty z sieci, zamierzam wejść w serwisowanie Isuzu.  

JD: – Skoro Q-Service Truck to części zamienne głównie z Inter Carsu?
AK: – Głównie Inter Car, ale również Autos, Suder. Inter Cars jest najbardziej rozwinięty, jeśli chodzi o dostawy.    

JD: – Pracownicy to stała ekipa?
AK: – Tak, w większości. Jest kilku młodych, którzy skończyli szkolę, mieli u mnie staż i zostali. Wiadomo, że trzeba czasu, zanim opanują robotę do perfekcji. W zależności od potrzeb wysyłam ludzi na szkolenia.


JD: – Piaskowanie wykonuje pan nie tylko na swoje potrzeby?
AK: – Piaskujemy wszystko co możliwe, począwszy od bali drewnianych dla restauracji, żeby je postarzyć, po altany, ogrodzenia i różne konstrukcje.   

JD: – Kolejną pańską specjalnością jest zakuwanie przewodów.
AK: – Zakuwamy od dwóch lat przewody hydrauliczne. Poczta pantoflowa działa i zaczyna to powolutku funkcjonować. Nie jestem zwolennikiem tandety. Przewody miałbym chińskie trzy razy taniej, ale nie chcę. Dwa lata zakuwamy i jeszcze ani jeden przewód nie wrócił na reklamację. To o czymś świadczy. Klient ma wrócić z innym przewodem, ale nie z tym samym.

JD: – Lakieruje pan różne pojazdy, które są najtrudniejsze, naczepy niskopodwoziowe?
AK: – Naczepa niskopodwoziowa jest czasochłonna. Na kabinę idzie 5 litrów lakieru, na większą naczepę 40, czy nawet więcej. Są nieuchronne straty, bo to konstrukcja z wielu elementów, a nie jednolita powierzchnia. W przypadku starszych pojazdów dużo jest zajęcia z dorabianiem obejm zbiorników, ze śrubami które się rwą i tak dalej. Obrotnice, czy piasty trzeba oddać do regeneracji. Jak to mówią, diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli się czegoś nie zdemontuje, to nie ma efektu, rdza zaraz wypłynie. Na przykład butla zawsze gnije pod obejmą i tabliczką znamionową. Bardzo interesująca była praca przy lakierowaniu przodu, boku i tyłu autobusu po kolizji. Wszystkie napisy i motywy były lakierowane, znalazły się pod lakierem bezbarwnym. Zaczęliśmy w trzech-czterech o siódmej rano, skończyliśmy o pierwszej w nocy. Fajnie to wyszło.  

JD: – Klienci mają ulubione kolory?
AK: – W przypadku kabin stosuje się takie kolory, jak w reszcie floty. Naczepy są niebieskie, czerwone, szare, a ramy zazwyczaj w typowym szarym graficie. Czasem sam jeszcze lakieruję.

JD: – Dla przyjemności?
AK: – Bardziej żeby pomóc. Jak malujemy cysternę, jeden zaczyna, drugi kontynuuje. Jeden nie da rady, nie pozwala na to czas schnięcia. Cykl musi być zaczęty i skończony. Dwóch z jednej strony, dwóch z drugiej i gotowe.     

JD: – Dzięki za rozmowę.

Tekst: Jacek Dobkowski

T&M nr 9/2016

              Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE