Z naciskiem na dostawcze

Z naciskiem na dostawcze. Z Radosławem Miniszewskim, właścicielem Bosch Service Miniszewski w Kutnie (lódzkie) rozmawia Jacek Dobkowski.

 

Jacek Dobkowski: – Zakres pańskiej działalności jest dość szeroki, nie skupia się pan na jednym „temacie”?

Radosław Miniszewski: – Zgadza się, serwis ogumienia, serwis mechaniczny plus pomoc drogowa. Zajmujemy się autami dostawczymi i osobowymi, „ciężarówkę” mieliśmy, ale w tej chwili zrezygnowaliśmy z niej. Mieliśmy transport, dziewięć Actrosów i obsługiwaliśmy głównie te auta. Teraz brat pobudował halę u siebie, przejął transport i serwis.   

 

JD: – Nie chciał pan dalej zajmować się ciężkim segmentem? Niektórzy uważają go za bardziej dochodowy.

RM: – Nie, bo mamy dużo klientów z mniejszymi pojazdami. Kutno to zagłębie prywatnych importerów samochodów, więc pracy przy osobowych i dostawczych nigdy nie brakowało. Obecnie auta te naprawia drugi z moich braci, który przeniósł się z tą działalnością w inne miejsce w Kutnie. Poza tym na „ciężarówkę” nie ma ludzi do pracy. Kilka zdolnych osób odeszło i założyło swoje serwisy, łącznie z Gazmotem w Żychlinie, należącym tak jak ja do Bosch Service. Współpracuję zresztą z Markiem Suderem, jak mamy problem z instalacjami wtryskowymi w dieslach. W Kutnie i okolicach jest dużo firm mających samochody dostawcze. Jest co robić z dostawczymi, nie mam ciśnienia, aby wchodzić w „ciężarówkę”. Przykładowo jedna z firm budowlanych eksploatuje Transportery T4 i T5. Jeśli coś stuknie, puknie, są u nas. Firma zajmująca się wodociągami i kanalizacją posiada trzy Craftery, T4 i Sprintera. Poprzez kontakty z Inter Carsem obsługujemy auta Służby Ochrony Kolei, głównie Transportery T4 Syncro. Ci jeżdżą wszędzie, samochody są mocno eksploatowane, przez wielu kierowców. Są jednak i bardzo zadbane auta. Strefa ekonomiczna jest wciąż w budowie, przedsiębiorstwo z Bełchatowa serwisuje u nas auta, które są w Kutnie. Mają „teczwórkę” 2.5 TDI, którym od nowości jeździ jeden kierowca, jest lepiej utrzymana niż o wiele młodsza „tepiątka” . Bus T4 2.5 TDI 102 KM z Urzędu Miasta w Kutnie ma 650 tys. km, jeździ na Castrolu Edge 5W-40 wymienianym co 15 tysięcy i nie bierze grama oleju. 

 

JD: – Z czym głównie przyjeżdżają dostawczaki?

RM: – Zawieszenia i silniki. Są to przeważnie Mercedesy Sprintery i Vito, wspomniane Transportery, Renault Mastery , Fiaty Ducato, te ostatnie również na gwarancji.

 

JD: – Właśnie, co z gwarancją, autoryzowanej stacji Fiata pan prowadzi?

RM: – Klient zaoszczędza na przeglądach, jakość zbliżona, wręcz taka sama, a faktura niższa. Na wymianę klocków nie jeździ do ASO, robi u nas, resor jak pęknie, robi u nas, mocowania amortyzatorów robi u nas. W ASO i tak tego rodzaju naprawy byłyby płatne. Klient przećwiczył to raz, na samym początku, przekonał się, że ASO takich rzeczy nie wykonuje w ramach gwarancji. Akumulatory również wymienia u nas, w tych chłodniach bateria wytrzymuje rok. Pyta pan o gwarancję – w praktyce jej zakres jest ograniczony. Mam kolegą, który posiada flotę około 80 samochodów, większość Masterów . W ogóle nie jeździ do żadnego serwisu, ma kilku swoich mechaników, ode mnie bierze części. Obsługuje sam, nie zwraca uwagi na gwarancję. Liczy się też czas, w razie poważniejszej awarii, na przykład skrzyni biegów, auto stoi w ASO ze dwa tygodnie. Ratę leasingową trzeba płacić, do tego dochodzą straty z tego powodu, że samochód nie jeździ.         

 

JD: – Należy pan do sieci Boscha już kilkanaście lat. Proszę wymienić główne korzyści .

RM: – Logo, pomoc techniczna, szkolenia. Jestem zadowolony z tej współpracy. Szkolenia dotyczą mechaniki i elektroniki, pracownicy często z nich korzystają.

 

JD: – Jakie pan widzi perspektywy dla niezależnych warsztatów? Czy szansą dla nich jest przynależność do jakiejś sieci, czy może ścisła specjalizacja?

RM: – Tylko współpraca z różnymi sieciami, wiąże się z tym m.in. obsługa flot. Podam przykład, flotę Arvala mechanicznie obsługujemy „przez” Motointegratora i Boscha, a opony „przez” Euromastera. Z kolei pójście w stronę ASO wymaga bardzo dużych inwestycji, no i zamykamy się obrębie jednej czy kilku marek.

 

JD: – Jakie auta pan ściąga jako pomoc drogowa?

RM: – Osobowe i dostawcze, zajmuję się odcinkiem autostrady Kowal – Stryków. Siedem dni w tygodniu, 24 godziny na dobę.

 

JD: – W jakim czasie samochód musi dotrzeć do potrzebującego pomocy?

RM: – Na autostradzie w 45 minut. Wyrabiamy się, chyba ze klient ma wyjątkowego pecha i stanie kilkaset metrów od zjazdu Kutno Północ. Wtedy potrzebujemy godzinę, trzeba jechać do Kowala, tam zawrócić i z powrotem do Kutna. Od nas do zjazdu na Kowal jest 37 km. Nasze samochody mają tachografy, ograniczniki prędkości do 90, nie da się szybciej niż w godzinę.    

 

JD: – Zaczynał pan ponad 20 lat temu, od czego?

RM: – W 1993 roku od używanych części i opon osobowych, dostawczych, ciężarowych i od wulkanizacji. Zajmowaliśmy się importem samochodów, były to jeszcze czasy składaków. Gdy skończył się rynek używanych opon, nastąpiło przebranżowienie. Zresztą sami klienci w latach 90. pytali o klocki i inne rzeczy. I tak stopniowo poszerzaliśmy zakres usług. Jak robiliśmy zawieszenia, trzeba było zając się również geometrią. Później doszedł serwis klimatyzacji i tak się to rozwijało. Sukcesywnie wymieniam sprzęt, geometrię mam trzecią, boschowski kombajn do klimatyzacji bodajże piąty.  

 

JD: – Dziękuję za rozmowę.

 

Tekst: Jacek Dobkowski

T&m nr 4/2016

 

 

              Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE