Każdy wie, co ma robić

Z Wojciechem Sienickim, dyrektorem zarządzającym Kuehne + Nagel w Polsce rozmawia Jacek Dobkowski.

 

Jacek Dobkowski: – Numer jeden w spedycji morskiej na świecie, 109 krajów, 1395 biur na świecie, 78 tysięcy specjalistów od logistyki i łańcuchów dostaw, 400 tysięcy klientów, to dane z polskiej strony Kuehne + Nagel. Tak duża firma, budowana przez pokolenia, ma łatwiej w kryzysie?

Wojciech Sienicki: – Myślę, że pod pewnymi względami tak, ale nie pod wszystkimi. Firma składa się z ludzi, w różnych krajach, oferuje różne produkty, więc niektóre produkty radzą sobie lepiej, a inne gorzej. Na przykład ewidentnie fracht lotniczy jest poszkodowany. Nie ma lotów pasażerskich, a wiadomo że bardzo dużo cargo latało razem z pasażerami. W tej chwili tego nie ma, więc trzeba wynajdywać inne metody. Wydzierżawiliśmy samoloty pasażerskie, które przerabiamy na transportowe. Zaczynamy mieć własną flotę samolotową, co do tej pory było niepotrzebne. Jeśli chodzi o transport morski, jest zupełnie inna sytuacja, dlatego że najgorszym problemem stała się dostępność kontenerów. Gdy zakłady produkcyjne były zamknięte, niektórzy odbiorcy nie rozładowywali kontenerów, potworzyły się korki. A z drugiej strony jest wyraźna zmiana, jeżeli chodzi o strumienie ładunków i ich ceny, bo nastąpił bardzo duży eksport z Chin do Stanów (tam są dużo wyższe ceny), w związku z tym nie ma dostępnego taboru na kierunku europejskim. Statki też „popłynęły” na tamten kierunek. W różnych dziedzinach są więc inne wyzwania.

 

JD: – A w transporcie drogowym?

WS: – Wolumeny troszeczkę spadły, w niektórych produktach, ale znowu bardzo wzrósł transport dla odbiorców prywatnych, czyli B2C. Wszyscy dzisiaj siedzą w domu, nigdzie nie wyjeżdżają i w związku z tym zakupy również robią przez internet. Ktoś to musi transportować. Akurat my w Polsce nie specjalizujemy się w transporcie krajowym, ale w Niemczech, Francji, Anglii jesteśmy w pierwszej trójce. Pandemia przyspieszyła zmianę modelu konsumpcji. Pandemia zmieniła też aktywność ludzi, nie jeździ się na wczasy, ale wymienia sprzęt AGD, meble, remontuje mieszkania. Dopóki konsumpcja zostanie na podobnym poziomie, to produkcja rzeczy nie ucierpi, a tym samym będzie co transportować.

 

JD: – Kuehne + Nagel świadczy usługi dla wielu branż, która z liczących się branż przemysłu ma teraz najgorzej?

WS: – Automotive. Owszem, obecnie fabryki samochodów pracują, ale nie pracowały przez pewien czas.

 

JD: – Czy w związku z pandemią zmieniły się stosunki z przewoźnikami? Ograniczenie współpracy, renegocjacja umów?

WS: – Raczej nie, może poza pierwszym okresem, gdy były pewne zawahania. Ale tak jak mówiłem, transport rzeczy ma się stosunkowo dobrze, na przykład w tej chwili jest więcej problemów z pozyskaniem dobrych przewoźników.

 

JD: – Rozmawiamy 5 stycznia, dzisiaj Wielka Brytania wprowadza lockdown, nie ma jej w Unii i minął okres przejściowy. Na ile to jest problem dla takiej firmy jak Kuehne + Nagel?

WS: – Trudno powiedzieć, co będzie w przyszłości. Na razie jest zamieszanie, jak w ogóle organizować transport, bo nawet w umowie podpisanej pod koniec grudnia zostały zmienione niektóre sprawy – jak mają towary przepływać, jak mają wyglądać dokumenty celne, które towary będą clone, a które nie, gdzie trzeba mieć świadectwo pochodzenia. To się cały czas zmieniało. Mieliśmy wysłać dzisiaj o 4. rano samochód, lecz okazało się, że część dokumentów nie spełnia nowych wymogów. Wszystko jest jeszcze bardzo „płynne”, następne tygodnie będą upływały pod znakiem dopasowywania spraw formalnych, potem sytuacja powinna się ustabilizować. Zobaczymy, co będzie z korkami na granicy, to otwarte pytanie. Zobaczymy też, jakie będą skutki dla brytyjskiej ekonomii.    

 

JD: – Biura Kuhne + Nagel w Polsce funkcjonują w większości zdalnie?

WS: – Tak. Średnio 20 procent pracowników przychodzi do biura i dodatkowo na zasadzie rotacji. Reszta pracuje zdalnie. Teoretycznie dana osoba jest w biurze jeden dzień w tygodniu. Ja przychodzę głównie ze względu na konieczność złożenia podpisów pod ważnymi dokumentami o współpracy, choć coraz więcej jest podpisów elektronicznych na dokumentach, wiec i to ulegnie zmianie w niedalekiej przyszłości.

 

JD: – Wszystko działa, ale nie ma kontaktu twarzą w twarz.

WS: – To jest wada, oczywista wada, więzi socjalne są bardzo ważne. Natomiast muszę powiedzieć, że technologia bardzo nam pomaga. Pracujemy na systemie wideokonferencyjnym Zoom, bardzo wydajnym. Mamy swój podsystem, specjalnie dla nas rozwinięty. Na przykład prowadziłem telekonferencję, na której było 400 osób! Wszyscy wszystko słyszeli, każdy mógł się odezwać, prawie jakbym miał 400 osób w pomieszczeniu.

 

JD: – Jednak w biurze czasem pewne kwestie można wyjaśnić w dwóch zdaniach, zdalnie bywa to trudniejsze. 

WS: – Jeżeli są uzgodnione modele biznesowe, każdy wie, co ma robić, wcale bezpośredni nadzór nad wykwalifikowanym pracownikiem nie jest konieczny. Oczywiście może to być dla ludzi bardziej stresujące, wiadomo, dzieci w domu, może nie każdy ma idealne warunki. Jedynym kłopotem było to, że 65-70 procent ludzi miało laptopy, więc trzeba było przewieźć do domów komputery stacjonarne. Zastanawiamy się także, jak będzie wyglądać model pracy po pandemii. Myślę, że już nie wrócimy do biur, w modelu jaki funkcjonował wcześniej. Obecny sposób pracy generuje pewne oszczędności, również z punktu widzenia pracownika, nie ma dojazdów do pracy, jest oszczędność czasu. Samochody służbowe mniej zużywają paliwa, w ogóle trzeba się zastanowić, czy są potrzebne na niektórych stanowiskach. Albo podróże służbowe. Poprzednio podróżowałem dwa dni w tygodniu, po kraju i za granicę. Od marca nie jeżdżę i okazało się, że wszystko działa. Jak ze swoim szefem w Hamburgu muszę porozmawiać, zapraszamy się na Zooma, omawiamy tematy, patrząc sobie w oczy przez kamerę. Poprzednio musiałem wstać o 3. rano, o 4. samolot, o 6. lądowanie, spotkanie z szefem o 10., później lunch, potem inne służbowe zajęcia, o 20. lot powrotny, człowiek był kilkanaście godzin w pracy. Generalnie, to co było tylko dodatkiem, staje się głównym nurtem zawodowego życia. W czasach Covidu to przyśpieszyło, okazało się, że to jest możliwe, efektywne, a nawet konieczne.

 

JD: – Dziękuję za rozmowę.

 

T&M nr 1/2021

Tekst: Jacek Dobkowski

              Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE