Ciekawe przyczepy

 

W krajach RWPG rozwinęła się wytwórczość przyczep i naczep do transportu ciężkiego. W NRD produkcją tego typu asortymentu zajmowała się VEB Waggonbau Gotha. Zakład specjalizował się w produkcji tramwajów oraz przyczep do ciężkiego transportu. W 1959 roku rozpoczął wytwarzanie niskopodwoziowych przyczep SL 40 o ładowności 40 ton. Przyczepa została wyposażona w trzy rzędy osi. Z przodu wózek skrętny miał 8 kół zawieszonych na wahliwych osiach, także z tyłu konstruktorzy wykorzystali wahliwe osie. Dla zapewnienia 40-tonowej ładowności (przy masie własnej 10 ton) projektanci wykorzystali 24 opony o wymiarach 8,25 x 15 cali. Drugim producentem niskopodłogowych przyczep we Wschodnich Niemczech był VEB Farhrzeughydraulik Frankenberg. Ten zakład, którego głównym celem była naprawa na masową skalę maszyn budowlanych i produkcja hydrauliki siłowej, produkował 3-osiowe przyczepy SL60/III o ładowności 40 ton. Ich konstrukcja była nietypowa, jako że dwuosiowy tylny wózek był hydraulicznie przesuwany, aby ułatwić za- lub wyładunek. Do napędu pompy hydraulicznej służył pokładowy silnik spalinowy. Przyczepa z maksymalnym obciążeniem mogła poruszać się z prędkością 20 km/h, natomiast z 57-tonowym ładunkiem nie mogła przekraczać 8 km/h. W Czechosłowacji przedsiębiorstwo państwowe Transporta, zakład w Chrudim produkował przyczepy niskopodwoziowe. Przyczepa P50/P80 miała ładowność 63 tony przy masie własnej 16,2 tony. Ładunek toczył się na dziesięciu wahliwie montowanych osiach umieszczonych w pięciu rzędach. Opony miały rozmiar 8,25 x 15.

Producent zezwolił, aby w wyjątkowych wypadkach, na twardej, równej nawierzchni i na krótkich dystansach zwiększyć ładowność do 80 ton, ale wówczas prędkość ograniczona była do 10 km/h.

Rosjanie produkowali pełną paletę niskopodwoziowych przyczep, a czołowym wytwórcą był CzMZAP czyli Czelabińska Fabryka Samochodowych i Ciągnikowych Przyczep. Rosjanie podawali wymiary opon w milimetrach i 24 zastosowane w 40-tonowej przyczepie (plus dwie w zapasie) miały wymiary 240-508, zatem w przybliżeniu odpowiadały calowym rozmiarom 9,4 x 20. Większe koła pozwoliły pewniej od 15-calowych pokonywać nierówności i rozwijać do 40 km/h, gdy przyczepy z NRD miały ograniczoną prędkość do 30 km/h.

Przyczepy 40-tonowe oferował także Wrocławki ZREMB. Była to produkowana od 1958 roku przyczepa najazdowa P-400. Ten pojazd miał największą ładowność spośród wszystkich produkowanych we Wrocławiu – wynosiła 42 tony, które ładowano na platformę o wymiarach 5,1 x 2,9 m. Załadunek ułatwiały dwuczęściowe rampy najazdowe.

Masa własna przyczepy wynosiła 13,6 tony. Toczyła się ona na 24 kołach, każde ogumione w opony o wymiarach 8,25 x 15. Przy maksymalnym ładunku producent zezwalał na prędkość nie większą niż 15 km/h. Przy 30 tonach prędkość rosła do 30 km/h. W 1963 roku łączna produkcja przyczep 25-tonowej i 40 tonowej sięgnęła 153 sztuk.

Zarówno parametry trakcyjne jak i masowe P-400 nie były lepsze od konkurentów z NRD lub Czechosłowacji, jednak na skutek państwowych porozumień, Wschodni Niemcy zainteresowali się polskimi przyczepami. Według oficjalnych wyjaśnień brakowało takich przyczep w NRD i lokalny przemysł nie był w stanie zaspokoić popytu.

W 1965 roku ZREMB Wrocław i Motoimport z jednej strony, a Automobilbau i Transportmaschinen z drugiej podpisali porozumienie o dostawach w latach 1966-1970 siedemdziesięciu przyczep o ładowności 12-, 20-, 40 ton. Przyczepy, po dostosowaniu konstrukcji do przepisów drogowych NRD otrzymały nowe oznaczenia, w przypadku najcięższej przyczepy było to P-402.

Spychacze i czołgi

Na licznych przyczepach niskopodwoziowych przewożono nie tylko spychacze i inny sprzęt budowlany, ale przede wszystkim uzbrojenie: czołgi, gąsienicowe pojazdy kompleksów rakietowych (jak np. Krug), opancerzone transportery. Tak się złożyło, że 40-tonowe przyczepy zdolne były przewieźć każdy pojazd pancerny używany w armii rosyjskiej.

A na początku lat sześćdziesiątych ciężkiego uzbrojenia przybywało, co ściśle wiązało się z wojskową doktryną Rosji Sowieckiej. Marszałek ZSSR Rodion Malinowski przemawiając w maju 1961 roku na zakończenie wspólnych ćwiczeń wojsk NRD i ZSSR stwierdził, że przełamanie należy do wojsk nuklearnych, zaś pancerne uderzenie ma zlikwidować siłę żywą przeciwnika, przedzierając się z dużą prędkością przez strefę skażoną atomowym wybuchem. Malinowski dodał, że armie będą posuwać się z prędkością 100 km dziennie.

Rosyjski sztab generalny przewidywał zastosowanie głowic o mocy 20 kiloton lub większych. W okolicach samego Hamburga Rosjanie planowali użyć ponad czterdziestu głowic. Przez skażoną strefę miały przedrzeć się wojska zmechanizowane, których rozbudowa trwała od lat 50.

Amerykańscy analitycy uważali, że najsłabszą częścią planu był brak… samochodów. Twierdzili, że Rosjanie nie poradziliby sobie z logistyką, co pewnie dostrzegli sami zainteresowani, jako że nie dali sygnału do ataku.

Naczelny dowódca Zjednoczonych Sił Zbrojnych UW marszałek Andriej Greczko domagał się od satelitów, w tym Polski, modernizacji wojska. W 1962 roku formowano pierwsze dywizjony LWP uzbrojone w rakiety ziemia-powietrze, lotnictwo zamówiło MIG-i 21. Gomułka obliczył, że budżet wojska wzrósł o 15 procent w stosunku do planowanego. Wojsko pochłonęło dwa razy więcej pieniędzy niż w latach 1956-60. I sekretarz PZPR wyliczył, że za import uzbrojenia Polska zapłaci 525 mln dolarów, z tego 85 procent w ZSSR. Rosjanie nie sprzedali Polsce licencji na produkcję nadźwiękowego myśliwca, natomiast 24 listopada 1961 roku zgodzili się jednak na udostępnienie dokumentacji czołgu T-55.

Po dwóch dekadach rozbudowy, pod koniec lat 80., siły Układu Warszawskiego liczyły 72,5 tys. czołgów i pojazdów pancernych z czego 33 tys. w Europie. Polska dysponowała czterema tys. czołgów, Rosja miała ich na stanie 57,7 tys. NATO w Europie miała 30,7 tys. czołgów.

Jedna rosyjska pancerna dywizja liczyła blisko ćwierć tysiąca czołgów i pół tysiąca transporterów opancerzonych, natomiast dywizja zmechanizowana nieco ponad 200 czołgów i 650 transporterów opancerzonych. Każda miała do tego 108 dział i 2,5 tys. ciężarówek.

Do przerzutu wojsk pancernych i zmechanizowanych z głębi Rosji, na granicy z Polską powstało ok. dziesięciu centrów przeładunkowych, z których każde mogło w 4 godziny przeładować jeden pociąg.

Amerykanie szacowali, że Rosjanie byliby w stanie przerzucić koleją dwie dywizje dziennie i dodatkowo drogami jedną. Po przejechaniu Polski, w pobliżu linii frontu, rosyjskie oddziały poruszałyby się po drogach. Dywizja rozciągnęłaby się na dystansie ponad czterdziestu km.

Dowódcą wojsk Układu Warszawskiego był wiceminister obrony ZSSR i podlegali mu dowódcy wszystkich państw. LWP podlegałoby Naczelnemu Dowództwu Wojsk Kierunku Zachodniego, które stacjonowało w Legnicy. Rosyjskie wojska i pozostałych państw Układu Warszawskiego miały jechać na zachód. Moskwa planowała użyć polskich wojsk do podboju (u boku Rosjan) najpierw Danii, następnie krajów Beneluksu. W ten sposób LWP miało otworzyć wojskom rosyjskim wyjście na Paryż. Czechosłowacka armia wspólnie z Rosjanami miała osłaniać główne uderzenie od południa i nacierać na Lyon (według opisanej w 1964 roku doktryny osiągnąć go po dziewięciu dniach). Wojskowe instytuty kartograficzne przygotowywały dokładne mapy Europy od lat 50. Po mapach przyszła kolej m.in. na przyczepy niskopodwoziowe.

Armaty zamiast masła

Potężne zbrojenia doprowadziły do obniżenia poziomu życia w krajach sowieckiego imperium. Zniszczona wojną polska gospodarka nie zdołała przez dwie powojenne dekady zgromadzić kapitału. W 1965 roku pod względem nasycenia gospodarstw domowych w lodówki Polska osiągnęła 50 procent poziomu Czechosłowacji i Austrii i ok. 15 procent poziomu RFN. Pralek na 1000 mieszkańców mieliśmy o 30 procent mniej niż obywatele Czechosłowacji.

W połowie lat 60. co drugie gospodarstwo domowe na wsi i co czwarte w mieście nie miało radia. W Polsce było 2 mln odbiorników TV. Blisko połowa wydatków przeciętnego gospodarstwa domowego przeznaczona była na zakup żywności.

Wielkie inwestycje służyły przede wszystkim kompleksowi militarnemu. Powstawały fabryki chemiczne, ale zamiast modnych wówczas syntetycznych materiałów na ubrania, produkowały mocne tekstylia do zastosowań wojskowych. Górnictwo biło rekordy wydobycia, ale węgiel trafiał do hut, które wytapiały stal na uzbrojenie.

Dlatego też w kraju brakowało stali, a to co było miało słabą jakość. Brazylia kupiła na początku lat 60. szyny i Brazylijczycy dziwili się, że po zaledwie kilku latach wyglądały one gorzej niż polskie przedwojennej produkcji. Dostarczane PKP szyny były typu lekkiego (oszczędność materiału) i niedostatecznie twarde. Kolej nie mogła przez to modernizować swojej trakcji. Wytyczne XII plenum KC PZPR kładły nacisk na podniesienie jakości, ale plany wymagały od hut produkcji większej ilości surówki, kosztem jakości.

 

T&M nr 1/2016

Tekst i zdjęcia: Robert Przybylski