Jacek Dobkowski: – Z czego pan żyje, z jakich napraw?

Ryszard Niewiadomski: – Są to naprawy samochodów ciężarowych, przede wszystkim zawieszenia, hamulce, skrzynie biegów, elektryka, elektronika. Moim oczkiem w głowie jest pneumatyka i ABS, EBS. Firma zaczynała w 1990 roku od opon, a od 1997 rozwinąłem działalność o naprawy układów pneumatycznych. Szkoliłem ludzi w tym kierunku, siebie również. Tak że w tym temacie jestem w miarę dobry.

 

JD: – Jak firmy transportowe dbają o instalacje pneumatyczne? Czy nie dbają?

RN: – Firmy transportowe dbają przede wszystkim o zysk. Jeżeli psuje się elektryka, samochód staje się bezużyteczny. Dlatego trzeba w pierwszym rzędzie utrzymywać w dobrym stanie elektrykę i elektronikę. Bo wszystkie zawory są z elektroniką – ona rządzi w samochodzie. Proste rzeczy niektórzy robią sobie sami. Wymieniają moduły, podzespoły, ale w większości wymieniają niepotrzebnie, twierdzą, że w warsztatach drogo. A warsztat musi się z czegoś utrzymać, mam tu na myśli również szkolenia, w tamtym roku wydałem na nie ponad 40 tysięcy złotych. Posiadam autoryzację miedzy innymi Wabco, Knorra, Haldexa i w tych firmach jestem na pewno w krajowej czołówce.

 

JD: – Z prac, które pan wymienił, są sezonowe?

RN: – Zimą pneumatyka marznie, jeśli klient nie zadba o osuszacze. W większości zima to sezon na elektrykę i pneumatykę. Środki, które są sypane na drogi powodują straszne niszczenie elektryki. Wszystko zaczyna zielenieć, gnić.   

 

JD: – Sokołów nie jest dużym miastem. Skąd są klienci?

RN: – Mamy klientów z dużego obszaru. Przykładowo, utarło się takie powiedzenie, słyszałem od klientów, że czego nie da się zrobić z pneumatyką, z EBS, to w Sokołowie na pewno zrobią. Mamy wielu stałych klientów. Niektórzy poodchodzili do nowych warsztatów, bo tam taniej, ale wracają. Są również klienci z Ukrainy i Białorusi.

 

JD: – Poza ciężarówkami co pan jeszcze obsługuje?

RN: – Robimy dostawcze, ale dotąd nie było dla nich specjalnego miejsca. Teraz przygotowuję kanał przeznaczony dla nich i dla rolniczych. Weszliśmy w naprawy ciągników rolniczych. Zakupimy lawetę, żeby przewozić je do warsztatu. Rolników w okolicy jest bardzo dużo. I naprawdę mają spory problem z naprawami. Niektórzy zakupili ciągniki „wypasione”, elektronika, elektronika, elektronika. Trzeba dbać o regularną konserwację, o przeglądy, wymiany. W razie zaniedbań zaczyna się łańcuszek przyczyn i skutków, jak w samochodach ciężarowych, to samo.        

 

JD: – Będzie pan przywoził robotę do Sokołowa, to lepsze od mobilnego serwisu?

RN: – Tak, bo tutaj jestem bardziej profesjonalny. Czasami nie da się ciągnika, czy samochodu zrobić w polu, albo na drodze. Może być potrzebna tokarka, frezarka, spawarka, muszą być fachowcy – elektryk, elektronik, gość od hydrauliki. Ciężko wszystkich byłoby zabrać do rolnika. Nie ma sensu. W tej chwili naprawiam w Sokołowie traktor z Grójca, kawałek drogi.   

 

JD: – O okręgowej stacji kontroli pojazdów nie myślał pan?

RN: – Nie ma miejsca. Tak, stacja diagnostyczna byłaby uzupełnieniem działalności, ale musi być przejazdowa.

 

JD: – Co daje przynależność do sieci Q-Service Truck?

RN: – Bardzo dużo. Jestem jednym z sześciu założycieli tej sieci. Poznałem wielu wartościowych ludzi. Mogę zasięgnąć porady, pomocy na telefon. Mam jakiś problem, dzwonię do kolegów, oni dzwonią do mnie. Znamy się również ze spotkań organizowanych przez Wabco, Haldexa, Knorra, BPW, Mercedesa, SAF-a. Dla klienta sieci korzyścią jest to, że w razie problemów, ma pomoc w całej Polsce, nie musi jechać do Sokołowa. Dotyczy to także zagranicy, Litwy, Ukrainy, Niemiec. Jako członek sieci Q-Service Truck w ubiegłym roku stałem się autoryzowanym partnerem Isuzu i rozszerzyłem działalność o sprzedaż i serwis samochodów Isuzu.

JD: – A co z cenami części zamiennych?

RN: – Głównym atutem u nas, w Q-Service Truck była i jest jakość. Cena jest ważna, ale jeszcze ważniejsza jakość. Wymieniamy między sobą uwagi, jeśli ktoś się na czymś sparzył. Idzie alarm, nie możemy tym handlować, trzeba wziąć coś lepszego. Główne źródła części to Inter Cars i Suder. Logistyka dostaw działa tam bardzo sprawnie, a my przy zgłoszeniach awarii staramy się wyciągnąć jak najwięcej informacji, żeby zamówić części, które mogą być przydatne. W ten sposób skracamy czas napraw, ponieważ części czekają już w naszym magazynie.

 

JD: – Jak pan wspomniał, zaczynał 26 lat temu od wulkanizacji. Dalej się pan zajmuje oponami?

RN: – Tak. Zajmujemy się oponami ciężarowymi, osobowymi, rolniczymi, praktycznie cały zakres. Na oponach nie ma teraz pieniędzy. Na oponie ciężarowej zarabia się 50 zł. Poza tym wszystkie hurtownie oponiarskie wyjeżdżają do klienta. Wystarczy, że ktoś ma „pół samochodu”, to oni już jadą, aby zbyt był. W tej chwili zaledwie dwóch pracowników obsługuje opony.    

 

JD: – Zakład pracuje tylko pięć dni?

RN: –Jestem wyleczony z dwóch zmian, z kierowników, z pracy w soboty. Dużo szumu, mała korzyść. Pomyślałem, że może trzeba wstrzymać się z tym wszystkim, bo człowiek się wykończy. Wprowadziłem wolne soboty, bo kiedyś trzeba odpocząć. Od sześciu lat zakład jest czynny poniedziałek-piątek w godzinach 8-17, jedna zmiana z dwoma przerwami. W firmie pracuje 14 mechaników, obecnie 3 z nich to moi uczniowie. Nadmienię, że w ciągu 15 lat wyszkoliłem 71 uczniów.

 

JD: – Na koniec, skąd taka oryginalna nazwa?

RN: –Zaczynałem jako „Zakład Wulkanizacyjny ” i hurtownia opon Transgum. Z czasem miałem coraz mniej wspólnego z wulkanizacją i zasugerowano mi, że powinienem zmienić nazwę.  Tak więc Motir-ABS, czyli myjnia (teraz jej nie prowadzimy), opony, TIR, zaś ABS to znany wszystkim układ, ale można też tłumaczyć jako Absolutnie Bardzo Szybko.

 

JD: – Dziękuję za rozmowę.

 

Tekst: Jacek Dobkowski

T&M nr 5/2016

Add comment

Security code Refresh

            Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE