BMW 116i, raczej do miasta

Trzy gary, nie ma co się dziwić. Benzynowy silnik o takiej samej pojemności jak w BMW 116i, dokładnie 1499 ccm, ale o większej mocy, napędza zjawiskowe, sportowe BMW i8, wraz z silnikiem elektrycznym. A w poprzednim Mercedesie klasy S podstawowy diesel miał tylko cztery cylindry – w dużej limuzynie. Wciskam guzik na desce rozdzielczej. Trzycylindrowiec anonsuje początek pracy wyraźnie wyczuwalnym wstrząsem. Dodaję gazu przyśpieszając, do kabiny dobiega terkot charakterystyczny dla trzech cylindrów, na szczęście stłumiony. Biegi w sześciobiegowej przekładni są długie, ciągnę na trójce do 100 na godzinę i wcale nie mam wrażenia, że już dosyć. Opuszczam miasto. Hm, dlaczego inne samochody tak ode mnie uciekają. Gdy wrzucę niższy bieg, dotrzymuję im kroku, ale tylko wtedy. Cóż, podstawowe wersje BMW, a taką jest 116i z benzyniakiem 1.5 (109 KM), wcale nie są szybkie na trasie. Przypominam sobie z testów dla innej redakcji, jak męczyłem się poza miastem za kierownicą BMW 318i poprzedniej generacji z benzynową jednostką 2.0 (129 KM). Tutaj tak samo, jak nie rozkręcisz silnika do wysokich obrotów, do 4-5 tysięcy, nie jedziesz. Koniec podróży, gaszę silnik guzikiem, znowu wstrząs.

                       

Że BMW 116i nadaje się raczej do miasta, na krótkie trasy, przekonała mnie ostatecznie tylna kanapa. Po pierwsze, trudno się tam dostać i trudno stamtąd się wygramolić, otwór drzwiowy jest po prostu mały. Po drugie, w swobodnym siedzeniu przeszkadzają nadkola wnikające do środka, jak niegdyś w Polskim Fiacie 125p. I po trzecie, skromne miejsce na nogi. W sumie wygoda jak w aucie z mniejszego, miejskiego segmentu, a nie w kompakcie, pomyślanym jako wehikuł uniwersalny. Że BMW 116i nadaje się raczej do miasta, na krótkie trasy, przekonała mnie ostatecznie tylna kanapa. Po pierwsze, trudno się tam dostać i trudno stamtąd się wygramolić, otwór drzwiowy jest po prostu mały. Po drugie, w swobodnym siedzeniu przeszkadzają nadkola wnikające do środka, jak niegdyś w Polskim Fiacie 125p. I po trzecie, skromne miejsce na nogi. W sumie wygoda jak w aucie z mniejszego, miejskiego segmentu, a nie w kompakcie, pomyślanym jako wehikuł uniwersalny.

                    

No więc gdzie ta radość z jazdy, reklamowy slogan marki ? Ano jednak jest, dzięki podwoziu. Zbliżam się do skrzyżowania, zakręt pod kątem prostym pokonuję błyskawicznie, ale bez niebezpiecznego przechyłu. Zawieszenie założone z kolumn z przodu i wielowahaczowej osi z tyłu pracuje znakomicie i zdradza większe możliwości od silnika. W ogóle czuję zespolenie z autem, wiem, co dzieje się z przednimi kołami. Kierownica szybko i konkretnie reaguje na polecenia. Tak powinno być w BMW i tak jest. Szkoda, że nie mogę pochwał napisać o silniku.

I jeszcze rzut oka na cennik, za pięciodrzwiowe 116i trzeba dać ponad 90 tysięcy, bez żadnych dodatków. Z opcjami testowy egzemplarz wyceniono na prawie 140 tysięcy, a można było jeszcze coś dołożyć. Na pocieszenie, w cenie masz absolutnie darmowe przeglądy przez pięć lat lub 100 tys. km.

 

BMW 116i Advantage, pięciodrzwiowy, pięciomiejscowy hatchback, długość 4329 mm, szerokość 1765 mm, wysokość 1440 mm, bagażnik 360/1200 l, napęd na tył, trzycylindrowy, rzędowy silnik benzynowy z turbo, 1499 ccm, 109 KM, maksymalnie 195 km/h, od 0 do 100 km/h w 10,9 s, średnie spalanie 5,4 l/100 km, cena 98.800 zł.

 

Jacek Dobkowski

Fot. Jacek Dobkowski.